Niepodważalne intuicje i niewiarygodne zbiegi okolicznościCzas czytania: 11 min

Douglas Axe

2021-09-17
Niepodważalne intuicje i niewiarygodne zbiegi okoliczności<span class="wtr-time-wrap after-title">Czas czytania: <span class="wtr-time-number">11</span> min </span>

Przez ostatnie dziesięć miesięcy [to jest do maja 2018 roku – AW] ja i mój przyjaciel Hans Vodder dyskutowaliśmy na temat myśli przewodniej mojej książki Niepodważalne. Jak biologia potwierdza naszą intuicję, że życie jest zaprojektowane. Sam tytuł już sugeruje, że główna idea opracowania brzmi: nasza intuicja, iż życie stanowi dzieło „projektanta przywodzącego na myśl Boga”, jest słuszna.

Chociaż Hans zgadza się, że właśnie Bogu należy przypisać powstanie życia, uznaje równocześnie za wiarygodne, że Bóg dokonał aktu stwórczego za pośrednictwem doboru naturalnego działającego na losowych mutacjach. Lektura Niepodważalne nie przekonała go do przyjęcia mojego poglądu, a ja starałem się dociec, co było tego przyczyną. Hans uważa, że argumentacja zawarta w książce jest niewystarczająca, ja natomiast przypuszczam, iż jego wyrobione sądy uniemożliwiły mu zrozumienie mojej argumentacji. Tak czy inaczej, obaj mamy nadzieję, że będziemy kontynuować dyskusję, dopóki nie dojdziemy do porozumienia lub póki nie zrozumiemy, co nie pozwala nam do niego dojść.

Zgodnie z jednym z argumentów krytycznych Hansa – do wykluczenia możliwości, że życie powstało w wyniku działania niekierowanych procesów, potrzebne są dokładniejsze obliczenia  małego prawdopodobieństwa tego zdarzenia. Jego zdaniem, o czym pisałem we wcześniejszym poście: „Jeżeli […] nie mamy wystarczających informacji, aby przeprowadzić należyte obliczenia dotyczące procesu ewolucji, to nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy wyniki przekraczają określony próg prawdopodobieństwa”1.

W odpowiedzi stwierdziłem, że pewne wyniki bez dokładnego obliczania prawdopodobieństwa da się uznać za zbyt mało prawdopodobne, aby mogły zdarzyć się przypadkowo. W najnowszym poście zilustrowałem interesującą nas kwestię, rozważając niskie prawdopodobieństwo tego, że 500 upuszczonych monet wyląduje w taki sposób, by utworzyć słupki liczące po 50 sztuk, przy czym wszystkie monety byłyby odwrócone orłami do góry2. Chociaż nie znamy sposobu na obliczenie dokładnego prawdopodobieństwa takiego zdarzenia, wiemy, że musi ono być niższe niż prawdopodobieństwo, że wszystkie monety po prostu wylądują odwrócone orłami do góry. A ponieważ potrafimy obliczyć, że prawdopodobieństwo otrzymania tego prostszego wyniku jest skrajnie małe, wiemy więc na pewno, że uzyskanie bardziej złożonego wyniku również jest praktycznie niemożliwe.

Hans odpowiedział:

Właściwie to zgadzam się z główną tezą zawartą w Niepodważalne że „słuszna jest posiadana przez nas wszystkich od dzieciństwa intuicja, iż każda istota żywa jest dziełem jakiegoś projektanta, który przywodzi na myśl Boga, i nie potrzebujemy żadnego specjalnego przeszkolenia, by to wiedzieć”. Aby uniknąć nieporozumienia, muszę jednak coś dodać.

Wolę podejście, które filozof Alvin Plantinga w książce Where the Conflict Really Lies [Gdzie naprawdę leży konflikt] nazwał „dyskursem projektu”. Zwięźle można tę ideę wyrazić następująco: percepcje projektu uznaje się za słuszne, dopóki nie zostanie wykazane, że jest inaczej. Dla mnie zasadniczym pytaniem jest więc to, czy biologia ewolucyjna naprawdę pokazuje, że jest inaczej.

Myślę, że w tym miejscu się rozmijamy. Wydaje się, że w Niepodważalne zakłada się (jak jest w wielu przypadkach), iż darwinizm, o ile jest prawdziwy, unieważnia przekonanie o projekcie. Ja jednak twierdzę, że darwinizm i przekonanie o projekcie są ze sobą logicznie spójne. W końcu „projekt” nie jest terminem jednoznacznym: Bóg mógł przecież zaprojektować coś w więcej niż jeden sposób – mógłby wykorzystać między innymi mechanizm doboru naturalnego, który działa na podstawie losowych mutacji.

Zwróć uwagę, w jaki sposób wpływa to na naszą dyskusję. Z mojego punktu widzenia teoretyk projektu właściwie nie musi dowodzić istnienia projektu, by przekonanie o projekcie było racjonalne. Jest czymś racjonalnym, aby zawierzyć swoim przekonaniom, dopóki nie ma powodu, by w nie wątpić. A jeżeli darwinizm i przekonanie o projekcie są ze sobą zgodne, to teoria ewolucji nie jest automatycznym unieważnieniem intuicji.

Jeśli ktoś chce iść dalej i udowadniać istnienie projektu, to świetnie! Jednak trudność w tym przypadku jest większa niż w sytuacji zwykłej argumentacji, mianowicie że można wierzyć w projekt, nawet jeśli teoria ewolucji jest prawdziwa. Właśnie dlatego zasugerowałem wcześniej, że argument z funkcjonalnej koherencji „powinien zostać poddany bardziej rygorystycznej analizie” niż tylko w świetle modelu przeciwbiegu. Nie próbowałem podsuwać myśli, że teoria ewolucji może odnieść zwycięstwo bez walki. I właściwie zgadzam się z tobą w kwestii ciężaru dowodu.

Zasadniczo zgadzam się również co do tego, że dokładne obliczenia prawdopodobieństwa nie są konieczne do wykluczenia wyjaśnień naturalistycznych. Postaram się – z nieukrywanym strachem i drżeniem rąk ze względu na to, że nie jestem matematykiem – wskazać, w którym miejscu, moim zdaniem, probabilistyczne argumenty w Niepodważalne są mocno chybione. Zakończę jednak ten wątek prośbą o wyjaśnienie dwóch kwestii:

1. W jaki sposób można by w kontekście głównej tezy w Niepodważalne uwzględnić niesłuszne intuicje projektu?

2. Czy zgodnie z treścią Niepodważalne funkcjonalna koherencja stanowi wyłączne źródło intuicji projektu?

Zdaje się, mój drogi Hansie, że pod pewnymi względami robimy postępy, co uznaję za wielce obiecujące!

Gwarantuję, że nie uchylę się od odpowiedzi na żadne z twoich pytań, ale chciałbym przez chwilę zatrzymać się jeszcze przy pierwszym ‒ ważnym ‒ wątku (w którym staram się zrozumieć twój sposób myślenia na tyle dobrze, aby odnieść się do niego bezpośrednio), dzięki czemu, jak sądzę, na dłuższą metę zaoszczędzimy sobie dużo czasu.

Po dziesięciu powtórzeniach myślę, że teraz rozumiem, jak do tego podchodzisz. Skoro darwinizm i przekonanie o projekcie według ciebie się nie wykluczają, to tak naprawdę nie ma dla ciebie znaczenia, czy darwinowski mechanizm ewolucji jest wiarygodny pod względem naukowym. W związku z tym uważasz, że możemy założyć, iż jest on wiarygodny, chyba że wykaże się coś przeciwnego, a ponadto możemy pozwolić sobie na utrzymywanie sceptycznego stanowiska wobec każdego rzekomego dowodu tego rodzaju (ponieważ niczym nie ryzykujemy).

Jeśli nadal będziemy dążyć do właściwego, wzajemnego zrozumienia naszych stanowisk, to powinniśmy powrócić do pytania o znaczenie obalenia teorii Darwina. Odłóżmy jednak tę kwestię na chwilę na bok, ponieważ ponownie chciałbym podkreślić, że darwinowskie wyjaśnienie pochodzenia życia rzeczywiście zostało obalone. Oznacza to, że wszyscy możemy być pewni, że życie zostało zaprojektowane nie tylko w szerokim tego słowa znaczeniu, ale też w ścisłym sensie bycia poza zasięgiem naturalnych procesów. Ktoś musiał życie stworzyć.

Intencją Niezaprzeczalne jest wykazanie, że ten sam tok rozumowania, który przekonał nas, że 500 monet nie może utworzyć słupków liczących po 50 sztuk, prowadzi również do wniosku, że zwykłe procesy fizyczne nie mogą tworzyć takich rzeczy, jak kolibry lub manty. W książce zastosowałem ten rodzaj rozumowanie w odniesieniu do ludzkich wynalazków, a następnie pokazałem, jak odnosi się ono do biologii. Gdy dostrzeżesz bezpośredni związek między funkcją wyższego rzędu a wymaganą przez nią funkcjonalną koherencją (a przy tym zdasz sobie sprawę, że przypadkowe uzyskanie funkcjonalnej koherencji jest niemożliwe), nie musisz przeprowadzać obliczeń.

Aby znowu to zobrazować, pokażę, jak nasz eksperyment z upuszczaniem monet wiąże się z problemem pochodzenia życia.

 

A rzecz tkwi w genach

Najprostsze znane, żyjące na wolności organizmy posiadają ponad tysiąc genów kodujących białka, a każdy z nich pełni inne funkcje3. Bardziej złożone formy życia mają ich co najmniej dziesięć razy więcej. Nie są to geny odgrywające losowe, niepowiązane ze sobą role. Wprost przeciwnie – wiele z nich koduje funkcjonalnie koherentne zespoły enzymów potrzebne do przeprowadzania reakcji chemicznych metabolizmu komórkowego. Nie trzeba być zawodowym biochemikiem, aby zdać sobie sprawę z uderzającego wyrafinowania sieci tych reakcji. Wystarczy popatrzeć na coś takiego! (Poczekaj, aż załaduje się cały obraz).

Problem dla teorii Darwina polega na tym, że w ogromnym morzu możliwych układów zasad DNA – A, C, G i T – sekwencje kodujące te właśnie niezbędne do życia funkcje metaboliczne występują niezmiernie rzadko. To nie jest kontrowersyjna teza, mój drogi Hansie. Na podstawie wyników moich eksperymentów przekonałem się, że geny kodujące funkcjonalne enzymy są niezmiernie rzadkie w przestrzeni możliwości: jak jeden na bilion bilionów bilionów bilionów bilionów bilionów4. Nie musisz jednak akceptować tej liczby, aby dojść do wniosku, że życie nie mogło powstać ot tak.

Oto dlaczego. Przez kilkadziesiąt lat naukowcy syntetyzowali losowe cząsteczki DNA w ilościach dalece przekraczających te, które jest w stanie pomieścić pojedyncza komórka. Te ogromne ilości sekwencji wielokrotnie sprawdzano pod kątem kodowania funkcji i nigdy nie otrzymano czegokolwiek, co mogłoby działać – nawet w przybliżeniu – jak pojedynczy enzym metaboliczny. Tak więc bez względu na to, jak potraktujesz moje obliczenia, sekwencje DNA, które kodują białka pełniące funkcje metaboliczne, są niezmiernie rzadkie w tym bezpośrednio obserwowalnym sensie.

Porównaj to teraz ze wspomnianym eksperymentem z upuszczaniem monet. Małe prawdopodobieństwo uzyskania słupków (liczących po 50 monet) było trudne do oszacowania, lecz nie miało to znaczenia, ponieważ prostszy układ (w którym wszystkie monety byłyby odwrócone orłami do góry) wystarczył do wykazania, że otrzymanie oczekiwanego wyniku jest niemożliwe. Na tej samej zasadzie, aby ocenić szanse powstania żywej komórki na pozbawionej życia planecie wskutek działania procesów naturalnych, możemy zignorować ogromną większość przeszkód (np. utworzenie błony zewnętrznej, błony jądrowej, cytoszkieletu, wszystkich organelli i kompleksów białkowych… i to jeszcze w ich prawidłowych lokalizacjach) dzięki założeniu, że naturalne procesy mogą otaczać błoną dowolne powstałe już cząsteczki, tworząc obiekty o rozmiarach komórki.

Jeśli ponadto przypuścimy, że błoną otoczone zostały cząsteczki DNA, to możemy zapytać, jakie jest prawdopodobieństwo, że każda z kilkuset funkcji metabolicznych kluczowych dla życia komórkowego zostałaby zakodowana przez losowe cząsteczki DNA w jednym z tych tworów aspirujących do miana komórki. Można dać przybliżoną, ale doskonale adekwatną odpowiedź: mały ułamek podniesiony do kilkusetnej potęgi. Niewielki ułamek, bowiem eksperymenty przeprowadzone na syntetycznym DNA nie przyniosły sukcesu. Mamy więc do czynienia z kilkusetna potęga, ponieważ tyle potrzeba funkcji metabolicznych.

I w tym rzecz. Oto koniec naturalistycznych wyjaśnień pochodzenia życia, ponieważ każdy niewielki ułamek podniesiony do tak dużej potęgi daje prawdopodobieństwo o wiele za małe na odniesienie sukcesu – i to na dowolnej planecie w dowolnym momencie historii Wszechświata.

 

Biologia uprawiana na zasadzie syndromu myślenia grupowego

Ciekawe jest to, że nie znam żadnego biologa, który wątpiłby w oszałamiająco małe prawdopodobieństwo tego, że materia jest w stanie samoczynnie utworzyć coś, co przypomina ziemskie życie. To raczej siła syndromu myślenia grupowego skłoniła biologów do przyjęcia poglądu, że ten na pierwszy rzut oka niemożliwy skutek stał się możliwy dzięki długiemu procesowi, który doprowadził do ogromnych sukcesów małymi krokami.

Niezłomna wiara biologów w małe prawdopodobieństwo nie pozwala im jednak tego dostrzec. Przez wiele pokoleń uważni myśliciele uznawali odwołanie do stopniowych zmian za zwykłą sztuczkę – to, co niemożliwe, ukrywano pod płaszczem niepojętego procesu, który miał stanowić „wyjaśnienie”. Innymi słowy, ewolucjoniści przyjmują następującą strategię retoryczną: proces ewolucji należy uczynić na tyle skomplikowanym, aby niewielu było w stanie go przeanalizować, a także trzeba dostatecznie mocno wyśmiewać ludzi dostrzegających niemożliwość tego procesu, by ich w ten sposób uciszyć.

Jak argumentuję na stronach Niepodważalne, zdroworozsądkowe rozumowanie jest najlepszym sposobem na rozpoznanie blefu. Żadne wyjaśnienie naturalistyczne nie może przejść obojętnie obok oczywistego faktu, że:

Każde odwołanie do procesów przypadkowych w celu wytłumaczenia jakiegoś niewiarygodnego zbiegu okoliczności jest tak naprawdę jedynie odwołaniem do niewiarygodnego zbiegu okoliczności.

 

Douglas Axe

Oryginał: Undeniable Intuitions and Unbelievable Coincidences, „Evolution News & Science Today” 2018, May 2 [dostęp 01 IX 2021].

 

Przekład z języka angielskiego: Adam Wójcicki

Źródło zdjęcia: cc.gatech.edu

Ostatnia aktualizacja strony: 01.09.2021

Przypisy

  1. D. Axe, A “Natural” Adjustable Wrench? More Conversations with a Theistic Evolutionist, „Evolution News & Science Today” 2017, July 21 [dostęp 06 VII 2021].
  2. Por. D. Axe, Why Certainty Doesn’t Always Require Accuracy — A $5 Lesson in Probability, „Evolution News & Science Today” 2018, March 6 [dostęp 06 VII 2021].
  3. Por. S. Giovannoni et al., Genome Streamlining in a Cosmopolitan Oceanic Bacterium, „Science” 2005, Vol. 309, No. 5738, s. 1242–1245.
  4. Por. D. Axe, Estimating the Prevalence of Protein Sequences Adopting Functional Enzyme Folds, „JMB: Journal of Molecular Biology” 2004, Vol. 341, No. 5, s. 1295–131.

Literatura:

  1. Axe D., A “Natural” Adjustable Wrench? More Conversations with a Theistic Evolutionist, „Evolution News & Science Today” 2017, July 21 [dostęp 06 VII 2021].
  2. Axe D., Estimating the Prevalence of Protein Sequences Adopting Functional Enzyme Folds, „JMB: Journal of Molecular Biology” 2004, Vol. 341, No. 5, s. 1295–131.
  3. Axe D., Why Certainty Doesn’t Always Require Accuracy — A $5 Lesson in Probability, „Evolution News & Science Today” 2018, March 6 [dostęp 06 VII 2021].
  4. Giovannoni S., et al., Genome Streamlining in a Cosmopolitan Oceanic Bacterium, „Science” 2005, Vol. 309, No. 5738, s. 1242–1245.

Dodaj komentarz



Najnowsze wpisy

Najczęściej oglądane wpisy

Wybrane tagi