Opowieść ewoluuje
W opowieści, którą Karol Darwin kontynuował, aż do jej zakończenia w 1859 roku, odegrały pewną rolę zarówno wcześniejsze, jak i bardziej współczesne Darwinowi pokolenia. Odkąd poglądy Erasmusa Darwina stały się powszechnie znane, czyli od mniej więcej lat dziewięćdziesiątych XVIII wieku, wielu rozmyślało nad tą powoli rozwijającą się historią. Nie bez znaczenia było opublikowanie w 1844 roku przez szkockiego wydawcę Roberta Chambersa książki (jako kolejnego odcinka tej historii) pt. Vestiges of the Natural History of Creation1 [Ślady naturalnej historii stworzenia]. Okazała się ona bezprecedensowym przedsięwzięciem popularyzującym określony sposób myślenia. Jej autor połączył poglądy Erasmusa Darwina z bardziej współczesnymi badaniami kosmologicznymi i próbował w ten sposób wyjaśnić wiktoriańskiej społeczności świat w kategoriach całkowicie materialnych. Jak stwierdził nieżyjący już Tom Wolfe, dzieło to odniosło tak wielki sukces – wręcz succès de scandale – że „rozjaśniło niebo”, oczarowując pokolenie, do którego należeli Alfred Tennyson, William Ewart Gladstone, Benjamin Disraeli, Abraham Lincoln i John Stuart Mill. Królowa Wiktoria i jej mąż Albert czytali sobie nawet nawzajem fragmenty tej książki2.
Jak zauważył Stephen Prickett: „żadna intelektualna rewolucja nie zachodzi nagle”3. Tradycyjne przekonanie o wyjątkowości rasy ludzkiej już w połowie XVIII wieku traktowane było z pewną dozą sceptycyzmu. Darwin zadał mu tylko ostateczny cios. Dlatego wielu z ówczesnych czytelników (używając współczesnej terminologii) „zainwestowało w wynik”, który Darwin im dostarczył w roku 1859. W rzeczywistości wynik ten był gorąco oczekiwany przez społeczeństwo wiktoriańskie, dla którego zagadki ludzkiej egzystencji stanowiły z pozoru nieusuwalną „tajemnicę tajemnic”. Na początku XVI wieku inicjator reformacji Marcin Luter słusznie przyznał, że jego głębokie zainteresowanie Biblią stało się sprawą wszystkich Niemców („Moja sprawa jest sprawą wszystkich”). Tak też kwestia pochodzenia życia ludzkiego i zwierzęcego była przedmiotem nieustannego zainteresowania i troski społeczeństwa epoki wiktoriańskiej.
Wyjaśnienie przez Darwina owej tajemnicy było spełnieniem, którego naprawdę nabożnie oczekiwano. I jeśli spojrzeć na to z perspektywy wyzwolenia spod teokratycznej władzy, niewątpliwie mogło być dla niektórych prawdziwym katharsis. J.W. Burrow określił darwinowską rewolucję z punktu widzenia człowieka epoki wiktoriańskiej jako kres nieskończonych stuleci, w których panowało mniej lub bardziej animistyczne nastawienie do przyrody. Stwierdził:
W swoim szkicu z roku 1842, porównując etap rozwoju, na którym znajdywały się biologia i fizyka, Darwin zapytał: „Jak odniósłby się astronom do doktryny mówiącej, że planety [nie] poruszają się zgodnie z prawami grawitacji, lecz za przyczyną sprawczej woli Stwórcy, dzięki której każda planeta porusza się po własnej, precyzyjnie określonej orbicie”. Po roku 1859 biolodzy ani nikt inny nie musieli już stawiać tego typu pytań4.
Marzenia o oświeceniu
Wiele osób odbierało publikację O powstawaniu gatunków jako zwieńczenie śmiałej przygody intelektualnej, której mottem mogło z powodzeniem być oświeceniowe hasło sapere aude – „miej odwagę wiedzieć” (a nie jedynie wierzyć). Tajemnica ewolucji mogła teraz zostać bezpiecznie przypisana logicznym procesom kosmicznego automatyzmu. Historia ta, choć rozpoczęła się dość wzniośle, kończy się jednak nieco przyziemnie. Dokładne mechanizmy postulowanego procesu bowiem – dosłownie zagubione w mrokach czasu – nie były wówczas i nigdy nie mogły być przedmiotem empirycznej weryfikacji.
Niezależnie od tej niewygodnej prawdy prace obu Darwinów dostarczyły nowych wyjaśnień w postaci alternatywnej narracji. Podważała ona to, o czym wielu zaczynało myśleć jako o „przestarzałym credo” z Księgi Rodzaju. Nikt nie rozumiał lepiej daleko idących konsekwencji darwinowskiego credo niż pewien uczony, który w roku 1858 podczas spotkania Towarzystwa Linneuszowskiego w Londynie uzyskał wgląd w prace Darwina i Alfreda Russela Wallace’a jeszcze przed ich publikacją (w czasie spotkania na prezentację poglądów obu autorów poświęcono tyle samo czasu)5. Większość obecnych tego dnia uczonych podobno przyjęła te intelektualnie prowokacyjne wieści z zaskakującą obojętnością. Dopiero profesor Samuel Haughton z Uniwersytetu w Dublinie powiązał poszczególne wątki przedstawionej narracji. Jego ocena tego, co wówczas określano mianem hipotezy rozwoju, była zdecydowanie negatywna i całkowicie odporna na intelektualny entuzjazm tych, którzy bezkrytycznie przyjmowali poglądy Darwina. Swoją recenzję podsumował w ten sposób:
Nie ma mrzonki, której by ludzka fantazja nie wymyśliła, gdy prawda przestała być najważniejsza, a zdrowy rozsądek i godna zaufania logika zostały porzucone, i która nie zostałaby sformułowana i rozgłoszona jako nowe objawienie6.
Nauka i fikcja
Warto zauważyć, że Haughton użył terminów „rozgłoszona” oraz „nowe objawienie”. Pojęcia te proroczo wyrażały jego przekonanie, że obaj – Darwin i Wallace – pośrednio głosili fałszywą, jakoby comte’owską ewangelię stworzenia opartą na czysto świeckich fundamentach. Pisząc o porzuceniu „zdrowego rozsądku”, Haughton zdawał sobie sprawę z tego, że praca, która została rzekomo zainspirowana oświeceniową dewizą przewodnictwa rozumu, dopuściła się największego z możliwych logicznych błędów. Było to wysunięcie twierdzenia, że wszystko może powstać z niczego. Idea Darwina i Wallace’a nie była dla Haughtona żadnym objawieniem, lecz w najlepszym wypadku zwykłą naiwnością, a w najgorszym kuglarską sztuczką. Nie potępił on jej autorów za ich sprzeciw wobec religii, ale za sprzeciw wobec rozumu. Powoływał się przy tym na te same terminy, których użyli Wallace i Darwin. Wykorzystywał je jednak przeciwko nim: stawiał zarzut braku elementarnej logiki. Jego atak miał całkowicie racjonalne podstawy i mógł równie dobrze wyjść spod pióra jakiegokolwiek filozofa racjonalisty, tak wówczas, jak i teraz.
Rzecz bowiem w tym, że w intrygującej opowieści Darwina znalazło się całkowicie sprzeczne z intuicją twierdzenie, że rzeczy mogą powstać bez udziału twórcy (co wyjaśniało jego słynne wyobrażenie cudownej reakcji chemicznej, za sprawą której w małym, ciepłym bajorku powstały pierwotne formy życia, teoretycznie zdolne do dalszego rozwoju). W ten oto sposób Darwin stawał w opozycji nie tyle do religii, ile do obowiązującej od dwóch tysiącleci i nigdy niekwestionowanej mądrości ujętej w słowach ex nihilo nihil fit (z niczego nic nie powstaje). Zastępował ją twierdzeniem przeciwnym, a mianowicie, że wszystkie rzeczy nie tylko mogły, ale powstały z niczego. Na tle argumentacji Darwina wątek ten mocno rzucał się w oczy. Nie dziwi więc, że logiczna wartość owego paradoksalnego twierdzenia do dziś stanowi przedmiot dyskusji. Chociaż jest ono zwykle bronione z wielką energią, to niemającym szczególnego interesu w utrzymywaniu ateistycznego światopoglądu czytelnikom może wydawać się raczej materialistyczną fantazją aniżeli trzeźwym dziełem nauk biologicznych. W rzeczywistości bardzo zdecydowane stanowisko wielu osób, które obecnie określają się mianem psychologów ewolucyjnych (zwanych również socjobiologami), budzi pewne zastrzeżenia. Dorothy Nelkins zauważyła na przykład:
Tak gorliwe są ich wysiłki, jak gdyby starali się zagwarantować przydatność teorii Darwina – by zapewnić jej przetrwanie w świecie kosmicznych idei7.
Takie mocne zaangażowanie byłoby zrozumiałe (aczkolwiek do pewnego stopnia grubiańskie), gdyby teoria Darwina – zgodnie z tym, jak postrzegają ją psychologowie ewolucyjni – nie pozostawiała żadnych wątpliwości. Tak jednak nie jest. Ci, którzy na początku radośnie witali O powstawaniu gatunków jako objawienie, nie zauważyli (bądź nie chcieli zauważyć), że teorii tej brak logicznych podstaw. Sam Darwin popadł w tarapaty z tego samego powodu – o czym Haughton pisał w kontekście „zdrowego rozsądku” – kiedy Charles Lyell, kierując się zasadami elementarnej logiki, zwrócił mu uwagę, że nie może istnieć coś takiego jak „dobór naturalny”, a jedynie „naturalne uszlachetnienie”8. I chociaż Darwin musiał przyznać się do błędu, wydaje się, że nigdy tak naprawdę nie zrozumiał, iż uszlachetnienie z definicji nie jest dynamiczną i celowo działającą siłą, która może tworzyć nowe gatunki.
W tym kontekście słynna opowieść o drodze rozwoju od mikroorganizmu do człowieka wydaje się opierać na fundamentach tak kruchych jak marzenie o rzekomym wyłonieniu się życia z małego, ciepłego bajorka (czy też komina hydrotermalnego albo czegokolwiek innego). Co więcej, z uwagi na to, że tak obszernie omówiony „dobór naturalny” w postaci przedstawionej przez Darwina wydaje się zjawiskiem, które z największym prawdopodobieństwem nie zachodzi w przyrodzie, należy zapytać, na czym opiera się wartość samej teorii ewolucji. Od roku 1859 dobór naturalny był postrzegany jako jedyny dowód na to, że ewolucja w ogóle zachodzi. Czy jest możliwe, że zarówno dobór naturalny, jak i ewolucja są najzwyczajniej opowieściami, które od niemal dwóch stuleci z niesłabnącym zainteresowaniem wzajemnie sobie opowiadamy? Czy przywodząca na myśl cud struktura Ziemi mogłaby naprawdę być wynikiem nieukierunkowanych procesów przyrodniczych? Czy w ogóle jest możliwe naśladowanie projektu bez udziału projektanta? W jaki dokładnie sposób mogłoby zachodzić takie „naśladownictwo”? Teoria Darwina wydaje się stawiać więcej trudnych pytań niż dostarczać prostych odpowiedzi.
Nawet słynny „buldog Darwina”, Thomas Huxley, wraz z Charlesem Bradlaughem – pierwszym podobno ateistycznym członkiem parlamentu – stanowczo odrzucali etykietę ateisty, którą we współczesnym świecie przyczepia się z tak bezrefleksyjną brawurą. Obaj zauważyli, że byłoby absurdem zaprzeczać istnieniu istoty, o której, jak wyznali, nie posiadali żadnego pojęcia (Huxley wprowadził później do powszechnego obiegu termin agnostyk). Sam Darwin – w przeciwieństwie do swojego dziadka, który był niewzruszonym ateistą – w późnych latach życia określał się nawet mianem teisty (Karol pisał to słowo wielką literą). Jak zauważył J.W. Burrow we wstępie do zredagowanego przez siebie pierwszego wydania O powstawaniu gatunków:
Zanim jeszcze napisał O powstawaniu gatunków, Darwin doszedł do wniosku, który zachował do końca swojego życia. Twierdził mianowicie, że pytania dotyczące ostatecznych przyczyn i celów stanowią niedającą się rozwikłać tajemnicę9.
Jest to, jak się zdaje, o wiele bardziej trzeźwy i wyważony wniosek niż oferowany przez licznych intelektualnych spadkobierców Darwina, którzy postanowili wyjść daleko poza ostrożnie przez samego angielskiego przyrodnika wyznaczone granice. Czyniąc tak – by oddać Darwinowi ostatnie słowo – niewątpliwie przekroczyli swoje kompetencje: weszli w obszar wykraczający poza ludzkie możliwości poznania.
— Koniec części drugiej —
Neil Thomas
Oryginał: Darwin’s Science and Storytelling, „Science & Culture Today” 2024, June 13 [dostęp: 20 III 2026].
Przekład z języka angielskiego: Anna Wójcik, Jacek Uglik.
Źródło zdjęcia: Pixabay
Ostatnia aktualizacja strony: 20.03.2025
Przypisy
- R. Chambers, Vestiges of the Natural History of Creation, J. Churchill, London 1844.
- Por. T. Wolfe, The Kingdom of Speech, Penguin Books, London 2016, s. 8.
- S. Prickett, Narrative, Religion and Science, s. 131 (przyp. tłum.).
- J.W. Burrow, Charles Darwin: The Origin of Species, Penguin Books, Harmondsworth 1968, s. 48.
- Por. Ch. Darwin, A.R. Wallace, The Tendency of Species of form Varieties; and on the Perpetuation of Varieties and Species by Natural Means of Selection, „Journal of the Proceedings of the Linnean Society of London” 1858, Vol. 3, s. 45–53. Naukowcem tym był Charles Lyell.
- S. Haughton, [Review of Origin] Biogenesis, „Natural History Review” 1860, No. 7, s. 28 [23–32] [dostęp: 22 I 2026]. Patrz też N. Thomas, Poznajcie Samuela Haughtona, pierwszego naukowego krytyka Darwina, tłum. A. Wójcik, J. Uglik, „W Poszukiwaniu Projektu” 2025, 30 maja [dostęp: 22 I 2026].
- D. Nelkins, Less Selfish than Sacred? Genes and the Religious Impulse in Evolutionary Psychology, w: Alas, Poor Darwin: Arguments Against Evolutionary Psychology, eds. H. Rose, S. Rose, Vintage, London 2001, s. 13–27, cytat 14.
- Por. N. Thomas, Los teorii ewolucji pozbawionej koncepcji doboru naturalnego, tłum. A. Wójcik, J. Uglik, „W Poszukiwaniu Projektu” 2025, 18 czerwca [dostęp: 22 I 2026] (przyp. tłum.).
- J.W. Burrow, Charles Darwin: The Origin of Species, s. 24.
Literatura:
1. Bodkin M., Archetypal Patterns in Poetry: Psychological Studies of Imagination, Vintage Books, New York 1958.
2. Burrow J.W., Charles Darwin: The Origin of Species, Penguin Books, Harmondsworth 1968.
3. Chambers R., Vestiges of the Natural History of Creation, J. Churchill, London 1844.
4. Darwin Ch., Wallace A.R., The Tendency of Species of form Varieties; and on the Perpetuation of Varieties and Species by Natural Means of Selection, „Journal of the Proceedings of the Linnean Society of London” 1858, Vol. 3, s. 45–50.
5. Darwin K., O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt, tekst polski na podstawie przekładu Sz. Dicksteina i J. Nusbauma opracowały J. Popiołek i M. Yamazaki,„Biblioteka Klasyków Nauki”, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009.
6. Haughton S., [Review of Origin] Biogenesis, „Natural History Review” 1860, No. 7, s. 23–32 [dostęp: 22 I 2026].
7. Landau M., Narratives of Human Evolution, Yale University Press, New Haven 1993.
8. Nelkins D., Less Selfish than Sacred? Genes and the Religious Impulse in Evolutionary Psychology, w: Alas, Poor Darwin: Arguments Against Evolutionary Psychology, eds. H. Rose, S. Rose, Vintage, London 2001, s. 13–27.
9. Prickett S., Narrative, Religion and Science: Fundamentalism Versus Irony, 1700–1999, Cambridge University Press, Cambridge 2002.
10. Thomas N., Los teorii ewolucji pozbawionej koncepcji doboru naturalnego, tłum. A. Wójcik, J. Uglik, „W Poszukiwaniu Projektu” 2025, 18 czerwca [dostęp: 22 I 2026].
11. Thomas N., Pożegnanie z Darwinem. Zagorzały agnostyk odkrywa teorię inteligentnego projektu, tłum. A. Wójcicki, „Perspektywy Nauki”, Fundacja En Arche, Warszawa 2024.
12. Thomas N., Poznajcie Samuela Haughtona, pierwszego naukowego krytyka Darwina, tłum. A. Wójcik, J. Uglik, „W Poszukiwaniu Projektu” 2025, 30 maja [dostęp: 22 I 2026].
13. Voyage of the Beagle: Charles Darwin's Journal of Researches, eds. J. Browne, M. Neve, Penguin Books, London 1989.
14. Wolfe T., The Kingdom of Speech, Penguin Books, London 2016.
15. Wordsworth W., Oda: przeczucia nieśmiertelności czerpane ze wspomnień o wczesnym dzieciństwie, tłum. Z. Kubiak, w: Twarde dno snu. Tradycja romantyczna w poezji języka angielskiego, red. Z. Kubiak, Oficyna Literacka, Kraków 1993, s. 181–187.
