W podcaście zaplanowanym tak, by zbiegł się w czasie z publikacją mojej książki pod tytułem Pożegnanie z Darwinem1, jeden ze słuchaczy zadał w komentarzu pytanie w nieco uszczypliwej formie. Zainteresowało go, dlaczego uznałem za stosowne objąć swoimi dociekaniami również dawne czasy – aż do filozofów antycznych – w celu wyjaśnienia dorobku dziewiętnastowiecznego przyrodnika. Wyjaśniłem wtedy, że zgodnie z ostatnimi analizami poglądy Darwina niekoniecznie są oryginalne, zostały one raczej zapożyczone, a ich źródła – co jest częstokroć przemilczane – sięgają starożytności, mają swój początek jakieś trzy tysiące lat wstecz. Wspomniałem jednak też o koncepcji, którą antropologowie określają terminem „poligenetyczna”. Odnosi się ona do niezależnego i spontanicznego pojawiania się idei w różnych okresach historycznych i rozmaitych kulturach na całym świecie, nawet jeśli owe odrębne społeczności nie miały ze sobą żadnego bezpośredniego kontaktu. Być może jest to właśnie przypadek angielskiego przyrodnika.
Wykłady o Darwinie i jego poglądach
Jakiś czas później po wspomnianej sytuacji zastanawiałem się nad implikacjami wynikającymi z zadanego mi przez słuchacza pytania. Zacząłem podejrzewać, że darwinizm jest przedstawiany i nauczany w szkołach w sposób pozbawiony kontekstów filozoficznego i historycznego. Dobrze pamiętam, jak w czasach szkolnych uczono mnie o Darwinie i jego poglądach jak o fakcie historycznym typu bitwa pod Hastings czy wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych. O samym Darwinie jako człowieku mówiono nie więcej niż o lekkoatlecie, który wygrał w skoku w dal podczas olimpiady w Meksyku w 1968 roku (był nim Bob Beamon). Nie wspomniano nic o stojącej za Darwinem wielowiekowej i pełnej różnych poglądów intelektualnej tradycji, dzięki której angielski przyrodnik rozpoczął pracę nad swym opublikowanym w 1859 roku opus magnum. Jeśli wziąć pod uwagę moją własną edukację, to zakończyłem ją z przekonaniem, że w połowie XIX wieku Darwin (podobnie jak Alfred Russel Wallace) nagle wpadł na całkowicie nieznany koncept, który dosłownie wstrząsnął naszymi wyobrażeniami o świecie.
Wyciągnąłem wówczas błędny wniosek o tym, że sama idea ewolucji (stanowiąca w poprzednim stuleciu centrum intelektualnych rozważań dziadka Karola Darwina, Erasmusa) również została zaproponowana przez Karola. Dopiero znacznie później zrozumiałem – niech wolno mi będzie posłużyć się tutaj metaforą historyka Simona Schamy – że wkład Karola Darwina był tylko ukoronowaniem długiej debaty o pochodzeniu człowieka. Doszedłszy do tego spóźnionego wniosku i wciąż pozostając przy metaforze Schamy, przypomniałem sobie żartobliwą uwagę mojej nieżyjącej już matki o tym, że „każde pokolenie przekonane jest, że to ono wynalazło seks”. Ujmując tę kwestię za pomocą nieco bardziej formalnej terminologii Tima Whitmarsha, filologa klasycznego z uniwersytetu w Cambridge, „modernistyczna mitologia” mogła się zakorzenić tylko za sprawą naszego pedagogicznego zaniedbania spuścizny klasycznego antyku. Doprowadziło to do błędnego przekonania, że osiemnasto- i dziewiętnastowieczni Europejczycy pierwsi zastanawiali się nad kwestiami związanymi z ewolucją2. W rzeczywistości prawda jest zupełnie inna niż to, co się przyjmuje: wszakże sam Erasmus Darwin był spadkobiercą tysięcy lat rozważań kosmogenicznych.
Starożytne eksperymenty myślowe
Historia starożytnych Greków i Rzymian – będących prekursorami nowoczesnej myśli ewolucjonistycznej – opowiedziana została już wiele razy, nie ma potrzeby jej powtarzać3. Wiadomo, że starożytni myśliciele na długo przed Darwinem przypuszczali, iż rośliny i zwierzęta po prostu „ewoluowały” w wyniku długotrwałego procesu prób i błędów, przypominającego to, co Darwin nazwał później doborem naturalnym. Starożytni podkreślali, że w niektórych przypadkach ewolucyjna podróż zwierząt kończyła się niepowodzeniem, skutkiem czego były stworzenia nieprzystosowane do konkurowania o zasoby, a także rozmnażania się (rolnicy określają takie przypadki terminem „najsłabszy z miotu”). Istoty takie były skazane na wyginięcie, w przeciwieństwie do żywotnych i doskonale uformowanych osobników zdolnych do adaptacji i rozrodu.
Tym, na co jednak nieczęsto zwraca się uwagę, jest historiograficzna stronniczość towarzysząca tego typu relacjom. Podobieństwa między ideami Darwina a poglądami starożytnych myślicieli były często pomijane, mówiono raczej o stopniowym odkrywaniu prawdy. O tym, że niepewne i niepotwierdzone naukowo spekulacje takich myślicieli, jak Empedokles, Epikur i Lukrecjusz, zostały w końcu potwierdzone przez przyrodników doby pooświeceniowej – przede wszystkim przez Karola Darwina. Jednak taki sposób przedstawiania historii myśli jest fragmentaryczny i stronniczy, ponieważ nie wspomina się o tym, że starożytne idee były kontrowersyjne i takie pozostają na przestrzeni dziejów. Niektóre zastrzeżenia wynikały oczywiście z powodów religijnych, ale wielu filozofów opierających się na argumentach pozateologicznych sprzeciwiało się poglądom myślicieli materialistycznych, ponieważ stanowiły one przeszkodę dla logicznej spójności, a nawet zwyczajnie dla zdrowego rozsądku.
Na przykład Epikur i jego rzymski zwolennik Lukrecjusz również nauczali, że wyjaśnień niezwykle złożonych procesów ewolucyjnych zachodzących w świecie nie należy szukać w jednorazowym i na zawsze niezmiennym Boskim stworzeniu, ale w różnych kształtach i przedmiotach powstających losowo w wyniku przypadkowych interakcji atomów. Na temat szczęśliwych zbiegów okoliczności i – jak powiedzielibyśmy dzisiaj – doboru naturalnego równie żarliwie dyskutowano w starożytności, co w czasach po roku 1859. Antyczni filozofowie materialistyczni musieli mierzyć się z teleologicznymi argumentami sławnych myślicieli, jak Platon i Arystoteles, opowiadających się za koncepcją kreatywnego umysłu (nous) oraz Pierwszego Poruszyciela, która w średniowieczu została rozpropagowana przez Tomasza z Akwinu i włączona do teologii chrześcijańskiej.
Mit nieskończonej przestrzeni i nieskończonego czasu
Dla Akwinaty jedynym opartym na logicznych podstawach wnioskiem było przekonanie, że musi istnieć jakieś jedno źródło wszystkiego. Nie była to dla niego kwestia wyłącznie religijna; Tomasz z Akwinu stwierdził, że nie trzeba być wyznawcą tradycji judeochrześcijańskiej, aby zaakceptować tę ideę4. Również Galen, autorytet i pionier medyczny we wczesnych wiekach chrześcijaństwa, nie cenił myślicieli związanych z atomizmem. Według niego bezwarunkowe wykluczenie przez tych filozofów Boskiej przyczyny pozostawiło przyrodę samą sobie, opuszczoną i niepojętą. Chociaż atomiści mieli zwyczaj bronić swojego stanowiska poprzez odwołania do możliwości nieskończonego czasu i nieskończonej przestrzeni, nadal byli zmuszeni postulować zrządzenia losu na niewyobrażalną skalę. Kwestię tę podkreślał Galen w logicznym sprzeciwie, który nadal przecież stanowi wyraźną krytykę także współczesnych zwolenników spekulacji darwinowskich5. Spośród wszystkich starożytnych autorów to polityk Cyceron, co może być zaskakujące, sformułował sprzeciw wobec stanowiska materialistycznego w najbardziej dosadny sposób:
Jakże mam się tutaj nie dziwić, że jest ktoś taki, kto sobie uroił, iż jakieś ścisłe i niepodzielne atomy pędzą własną mocą pod wpływem swej ciężkości i że z przypadkowego zbiegu tych atomów powstał świat w całej jego piękności i krasie? Jeśli ktoś uważa to za możliwe, nie pojmuję, dlaczego nie miałby przyjmować, że gdyby zebrano razem mnóstwo odlanych bądź ze złota, bądź z czego innego czcionek, wśród których znajdowałyby się wszystkie dwadzieścia jeden liter alfabetu, to po wysypaniu tych czcionek na ziemię złożą się z nich Roczniki Enniusza, tak iż od razu będą gotowe do czytania. Ze swej strony wątpię, czy szczęśliwy przypadek mógłby dokazać chociaż tyle, iżby złożył się z nich jeden wiersz6.
Filozof David Sedley przytoczył ustęp z Cycerona jako najlepszą ripostę na najbardziej niedorzeczny ze współczesnych mitów, zgodnie z którym gdy przy maszynie do pisania posadzimy małpę, to w nieskończenie długim czasie może ona napisać tekst taki jak np. poemat Szekspira – tę samą ideę, którą sir Fred Hoyle (uprzedzając Michaela Behego oraz wielu innych) w najbardziej pamiętny sposób obalił, pisząc:
Pokolenie temu lub jeszcze wcześniej ogromną krzywdę wyrządził pogląd, jakoby stado małp, bębniąc w maszynę do pisania, mogło ostatecznie stworzyć tekst na kształt dzieł Szekspira. Twierdzenie to jest tak wielkim błędem, że trzeba się zastanowić, jak doszło do tego, że stało się ono tak powszechne. Sądzę, że naukowcy chcieli wierzyć, iż wszystko, nawet życie, mogłoby powstać przez przypadek, gdyby tylko przypadek działał na dostatecznie dużą skalę […]. Jedynym realnym sposobem, w jaki Wszechświat mógłby stworzyć sztuki Szekspira, było zaistnienie życia w ogóle, a więc i zaistnienie samego Szekspira. To zdumiewające, że ogół ortodoksyjnych nauk biologicznych wciąż utrzymuje, że życie pojawiło się przez przypadek. Wraz z kolejnymi odkryciami biochemików na temat niesamowitej złożoności życia jasne się staje, że prawdopodobieństwo jego pojawienia się za sprawą zrządzenia losu można wykluczyć. Życie nie mogło powstać przez przypadek7.
Sam Hoyle, pomimo jego geniuszu, nie zawsze zdołał się ustrzec przed dosłownie cudacznymi ideami – takim jak panspermia (teoria, że życie trafiło na Ziemię z jakiegoś nieokreślonego miejsca w kosmosie). Z pewnością jednak jego twierdzenie o tym, że „życie nie mogło powstać przez przypadek” – wciąż pozostaje niezaprzeczalnie przekonujące.
Głosując na Darwina
Korzystając z przywileju, który daje spoglądanie na historię ze znacznej perspektywy czasowej, można by (z niejakim wysiłkiem) wykazać, że w rezultacie sięgających tysiące lat wstecz filozoficznych spekulacji współczesny świat postawiony został przed prostym binarnym wyborem: albo Epikur/Lukrecjusz albo Galen/Tomasz z Akwinu. Stojąc przed taką alternatywą Darwin wybrał lukrecjański model, stanowiący przynajmniej dla niektórych kręgów intelektualnych wyzwanie wobec arystotelesowsko-chrześcijańskiej koncepcji ostatecznej (Boskiej) rzeczywistości. Nasza wiedza o znakomicie udokumentowanym, wiktoriańskim kryzysie wiary jest jednakże na tyle dogłębna, byśmy uświadomili sobie, że O powstawaniu gatunków8 nie zyskało tak dużego rozgłosu dzięki swym naukowym i filozoficznym walorom (twierdzenia tam zawarte nie były ani poparte empirycznie, ani falsyfikowalne w sensie popperowskim), lecz raczej dzięki temu, że treść tej książki to wyraz utraty zaufania do biblijnych opisów stworzenia, połączony z postępującą erozją tradycyjnych form wiary. Tak więc gdy Darwin pisał o naturalnych procesach stojących w opozycji do Boskich metod tworzenia, było to niczym wyważanie otwartych drzwi, ponieważ jego odbiorcy zwyczajnie chcieli mu wierzyć.
Ponadto Darwin starał się zasugerować czytelnikom, że jego teoria nie ma korzeni w starożytności, tylko wzięła się z jego własnych przemyśleń nad tym, co dziś określamy mianem nauk społecznych. Reasumując: poniższe fragmenty stanowią częstokroć cytowane komentarze Darwina do lektury pracy Thomasa Malthusa na temat populacji:
Zmiany korzystne będą wykazywać tendencję do utrzymywania się, a niekorzystne – do zanikania. W wyniku tego będą powstawać nowe gatunki. Tak więc dorobiłem się teorii, w oparciu o którą mogłem dalej pracować9.
Spostrzegłem, czytając dzieło Malthusa o zaludnieniu, iż dobór naturalny jest nieuniknionym rezultatem szybkiego wzrostu liczebnego wszystkich istot organicznych; do przyjęcia bowiem idei walki o byt przygotowany byłem przez długoletnie studiowanie życia zwierząt10.
Jak powszechnie dziś wiadomo, powoływanie się przez Darwina na prace Malthusa stanowiło coś w rodzaju błędu wnioskowania czy też tautologii i wiele spośród wybitnych postaci XIX wieku nie było zachwyconych tym, że Darwin nawiązywał do czołowego w jego epoce specjalisty w zakresie nauk społecznych11.
Wyraźnie zdezorientowani komentatorzy, jak syn Darwina oraz Fryderyk Engels, nie w pełni jednak rozumieli, że angielskiego przyrodnika interesowała możliwość zawłaszczenia powszechnie szanowanego demografa, aby własnym ideom nadać ważny naukowy sznyt. Głęboką starożytność tych idei można było skutecznie zamaskować, zwracając uwagę czytelników ku poglądom współczesnego im ekonomisty i demografa.
Krok ten okazał się skuteczny. Antyczne idee Epikura i Lukrecjusza, które od czasów starożytnych aż do drugiej połowy XIX wieku spotykały się z pogardą, za sprawą skrycie niekiedy pozyskanych współczesnych pośredników zostały przemycone do powszechnej świadomości. W następstwie darwinowskiej hipotezy doboru naturalnego filozofia atomizmu została zasadniczo wchłonięta i przystosowana do posługiwania się nią we współczesnym świecie. Matt Ridley zauważył, że „ponad dwa tysiące lat temu epikurejczycy tacy jak Lukrecjusz pojęli potęgę doboru naturalnego […]. Idea doboru naturalnego została na nowo odkryta przez Darwin”12.
Słusznie czy niesłusznie, angielskiemu przyrodnikowi udało się uzasadnić poglądy, z których uprzednio otwarcie drwiono lub też wręcz je przeklinano. W jakiś sposób Darwin zdołał odnieść tak duży sukces, że historycy Stephen Greenblatt oraz Matt Ridley zupełnie poważnie zaproponowali, że praca Lukrecjusza O naturze rzeczy13 „mogłaby posłużyć jako program dla współczesności”14. Co ciekawe, pod koniec XIX wieku filozofia atomistyczna – którą Arystoteles, Platon, Cyceron, Galen i wielu innych wybitnych myślicieli w kolejnych stuleciach od dawna potępiało za jej oczywistą absurdalność – odrodziła się niczym feniks z popiołów. To z pewnością niezwykły zwrot w dziejach, kiedy doktryna powszechnie uznana za graniczącą z szaleństwem zyskuje w naszych zaawansowanych technologicznie społeczeństwach status wiodącej narracji objaśniającej świat, zyskując aprobatę zarówno wśród biologów, jak i kosmologów.
Neil Thomas
Oryginał: Three Thousand Years of Darwinism, „Science & Culture Today” 2024, December 5 [dostęp: 5 VI 2026].
Przekład z języka angielskiego: Anna Wójcik, Jacek Uglik
Źródło zdjęcia: Pixabay
Ostatnia aktualizacja strony: 5.6.2026
Przypisy
- N. Thomas, Pożegnanie z Darwinem. Zagorzały agnostyk odkrywa teorię inteligentnego projektu, tłum. A. Wójcicki, „Perspektywy Nauki”, Fundacja En Arche, Warszawa 2024 (przyp. tłum.).
- Por. T. Whitmarsh, Battling the Gods: Atheism in the Ancient World, Alfred A. Knopf, New York 2015, s. 12.
- Por. J. Gribbin, M. Gribbin, On the Origin of Evolution: Tracing “Darwin’s Dangerous Idea” from Aristotle to DNA, William Collins, London 2020.
- Por. F. Kerr, Thomas Aquinas: A Very Short Introduction, Oxford University Press, Oxford 2009, s. 39–40.
- W późniejszym czasie zostało to w przekonujący sposób poparte przez dziewiętnastowiecznego naukowca i inżyniera Williama Thomsona lorda Kelvina (1824–1907). Więcej na ten temat por. D. Sedley, Creationism and Its Critics in Antiquity, University of California Press, Berkeley 2007, s. 155–156.
- Cyceron, Pisma filozoficzne: O naturze bogów; O wróżbiarstwie; O przeznaczeniu, t. 1, tłum. W. Kornatowski, „Biblioteka Klasyków Filozofii”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1960, s. 125–126.
- F. Hoyle, The Intelligent Universe, Holt, Rinehart and Winston, New York 1984, s. 11–12.
- K. Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt, tekst polski na podstawie przekładu Sz. Dicksteina i J. Nusbauma opracowały J. Popiołek i M. Yamazaki, „Biblioteka Klasyków Nauki”, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009 (przyp. tłum.).
- tenże, Autobiografia i wybór listów. Dzieła wybrane, t. VIII, tłum. A. Iwanowska, A. Krasicka, J. Połtowicz, S. Skowron, „Biblioteka Klasyków Biologii”, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1960, s. 63.
- tenże, Zmienność zwierząt i roślin w stanie kultury, t. 1, tłum. J. Nusbaum, Wydawnictwo Przeglądu Tygodniowego, Warszawa 1888, s. 8.
- Wśród odstępców znaleźli się syn Darwina, Francis (będący wybitnym naukowcem w swojej dziedzinie) oraz Fryderyk Engels, którzy uważali ową kwestię za oczywistą i pozbawioną wartości heurystycznej.
- M. Ridley, The Evolution of Everything: How New Ideas Emerge, HarperCollins Publishers, New York 2015, s. 52.
- Por. Lukrecjusz, O naturze rzeczy, tłum. G. Żurek, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994 (przyp. tłum.).
- Por. M. Ridley, The Evolution of Everything, s. 9. Por. też: S. Greenblatt, Zwrot. Jak zaczął się renesans, tłum. M. Słysz, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2012. Kiedy jako student Greenblatt po raz pierwszy przeczytał Lukrecjusza, doświadczył szoku poznawczego, dostrzegł bowiem niezwykłą zbieżność jego przesłania z myślą amerykańską drugiej połowy XX wieku.
Literatura:
1. Cyceron, Pisma filozoficzne: O naturze bogów; O wróżbiarstwie; O przeznaczeniu, t. 1, tłum. W. Kornatowski, „Biblioteka Klasyków Filozofii”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1960.
2. Darwin K., Autobiografia i wybór listów. Dzieła wybrane, t. VIII, tłum. A. Iwanowska, A. Krasicka, J. Połtowicz, S. Skowron, „Biblioteka Klasyków Biologii”, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1960.
3. Darwin K., O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt, tekst polski na podstawie przekładu Sz. Dicksteina i J. Nusbauma opracowały J. Popiołek i M. Yamazaki, „Biblioteka Klasyków Nauki”, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009.
4. Darwin K., Zmienność zwierząt i roślin w stanie kultury, t. 1, tłum. J. Nusbaum, Wydawnictwo Przeglądu Tygodniowego, Warszawa 1888.
5. Greenblatt S., Zwrot. Jak zaczął się renesans, tłum. M. Słysz, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2012.
6. Gribbin J., Gribbin M., On the Origin of Evolution: Tracing “Darwin’s Dangerous Idea” from Aristotle to DNA, William Collins, London 2020.
7. Hoyle F., The Intelligent Universe, Holt, Rinehart and Winston, New York 1984.
8. Kerr F., Thomas Aquinas: A Very Short Introduction, Oxford University Press, Oxford 2009.
9. Lukrecjusz, O naturze rzeczy, tłum. G. Żurek, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994.
10. Ridley M., The Evolution of Everything: How New Ideas Emerge, HarperCollins Publishers, New York 2015.
11. Sedley D., Creationism and Its Critics in Antiquity, University of California Press, Berkeley 2007.
12. Thomas N., Pożegnanie z Darwinem. Zagorzały agnostyk odkrywa teorię inteligentnego projektu, tłum. A. Wójcicki, „Perspektywy Nauki”, Fundacja En Arche, Warszawa 2024.
13. Whitmarsh T., Battling the Gods: Atheism in the Ancient World, Alfred A. Knopf, New York 2015.
