Nowa książka Maxa Telforda, The Tree of Life: Solving Science’s Greatest Puzzle1 [Drzewo życia. Rozwiązanie największej zagadki nauki], była dla mnie długo oczekiwaną lekturą, ponieważ koncepcja drzewa życia od dawna należy do moich zainteresowań. Telford, profesor na Wydziale Genetyki, Ewolucji i Środowiska University College London, napisał dzieło, które cenię przede wszystkim za przystępność, wciągające historie oraz klarowne wyłożenie fundamentalnych wyzwań w badaniach nad „drzewem życia”. Mam jednak pewne uwagi. Moja krytyka opiera się na dwóch filarach. Po pierwsze, autor bagatelizuje wagę rzeczywistych problemów trapiących tę dziedzinę badań. Po drugie, konsekwentnie traktuje koncepcję wspólnoty pochodzenia jako jedyną uprawnioną hipotezę roboczą i odmawia poważnego rozważenia jakichkolwiek alternatyw.
W tym tekście książkę Telforda omówię tematycznie. Wyjdę od piękna i znaczenia klasyfikacji, a skończę na konsekwencjach, jakie niesie wiara w paradygmat drzewa życia.
Piękno i znaczenie klasyfikacji
W początkowych partiach książki Telford przytacza słowa Tima Ingolda (za Arthurem Tindellem Hopwoodem): „Potrzeba klasyfikowania to ludzki instynkt, podobnie jak skłonność do grzechu, przychodzi z nami na świat w chwili narodzin i pozostaje z nami aż do śmierci”2. Istotnie, jak zauważyła biolog Carol Kaesuk Yoon, między wrodzonym ludzkim pragnieniem klasyfikowania a przewidywaniami biologii ewolucyjnej zarysowuje się coraz silniejsze napięcie3. Ludzie od zawsze grupowali organizmy na podstawie wspólnych cech, a ta zasadnicza praktyka wyprzedza myśl darwinowską o całe wieki. Najwybitniejszy systematyk w dziejach, Karol Linneusz, żył przed Darwinem i stworzył imponujący, hierarchiczny system klasyfikacji oparty na przekonaniu, że podobieństwa wynikają z archetypowych wzorców w umyśle projektanta.
Aby uchwycić znaczenie klasyfikacji, warto zastanowić się, dlaczego ludzie w ogóle wszystko klasyfikują. Już jako dzieci porządkujemy resoraki, karty kolekcjonerskie czy ubranka dla Barbie – zawsze mając na uwadze jakąś funkcję. Klasyfikacja opiera się na wspólnych cechach, które w jednym kontekście pełnią określoną funkcję, a w innym – nie. Samochód wyścigowy służy do rozwijania zawrotnych prędkości; spychacz nadaje się do przemieszczania mas ziemi. Minispódniczka sprawdzi się na przyjęciu; dżinsy lepiej nadają się do jazdy konnej. Kategorie te są uporządkowane według funkcji – tego, do czego coś służy i jak się tego używa.
Niedawno poruszyłam tę kwestię we wpisie poświęconym klasyfikacji systemów CRISPR4. Moja teza była prosta – klasyfikacja musi niekiedy odzwierciedlać zamierzone zastosowanie. Jeśli ostatecznym celem jest inżynieria genetyczna, to grupowanie systemów CRISPR według właściwości funkcjonalnych może nieść ze sobą znacznie większą wartość poznawczą niż porządkowanie ich na podstawie domniemanego pokrewieństwa genealogicznego.
Telford pokazuje na przykładzie, jak różne metody klasyfikacji dają odmienne rezultaty. Autor zauważa, że wilkowór tasmański (wilk tasmański) przypomina psa, choć „wiemy z całą pewnością, że wilkowór tasmański nie jest blisko spokrewniony z rodziną psowatych. […] W istocie to torbaczem, na co wskazuje obecność torby lęgowej. Jest (był) krewnym kangurów, niełazów i koali”5. O ile w pełni rozumiem filogenetyczny rygor sytuujący wilkowora tasmańskiego w linii rodowej torbaczy, o tyle system ten, w zależności od celu, może okazać się bezużyteczny. Dla przykładu: opiekun zoo kierujący się wyłącznie tym systemem mógłby umieścić wilkowora razem z innymi torbaczami: kangurami i koalami. W rezultacie skończyłoby się to mniejszą liczbą żywych gatunków w zoo!
Rozważmy kolejny przykład podany przez Telforda: „Latimeria, choć bez wątpienia jest rybą, wykazuje bliższe pokrewieństwo z człowiekiem niż ze złotą rybką (której brak tych6 kości w płetwach)”7. Gdyby z takiego zestawienia próbowano wyciągnąć wnioski funkcjonalne sugerujące na przykład podobieństwo siedlisk czy trybu życia, latimeria z pewnością zaprotestowałaby przeciwko grupowaniu jej z żyjącymi na lądzie ludźmi, zamiast z jej typowo wodnymi, rybimi towarzyszami, takimi jak złota rybka.
Przykłady te uświadamiają nam napięcie między taksonomią a filogenetyką. Ludzie mają tendencję do klasyfikowania według funkcji. W podejściach filogenetycznych (starających się zrekonstruować genealogię) klasyfikacja opiera się na podobieństwach aminokwasów lub nukleotydów w obrębie określonych genów, co w założeniu stanowić ma uniwersalną miarę stopnia bliskości genealogicznej.
Zdolność do klasyfikowania jest wpisana w naturę ludzką i pomaga nam grupować przedmioty ze względu na ich użyteczność. Odtwarzanie rodowodu genealogicznego również jest ważne, lecz to nie to samo co klasyfikacja. Dzisiaj wykorzystuje się je zarówno w analizie kryminalistycznej do rozwiązywania przestępstw, jak i – o czym wspomina Telford – do odtwarzania historii ewolucji.
Błędne założenie
Telford przyjmuje pewne błędne założenie. Uważa, że uniwersalny kod genetyczny oraz uniwersalne geny są dowodem na to, że wszystko, co dziś żyje, pochodzi od wspólnego przodka. Autor twierdzi: „Obecność uniwersalnych genów homologicznych u wszystkich żywych organizmów dowodzi istnienia wspólnego przodka całego życia, i to przodka doprawdy sędziwego”8. Dalej czytamy: „Jedną z niezwykłych prawd ujawnionych przez darwinowską teorię ewolucji jest to, że relacje pomiędzy gatunkami wskazują na istnienie przodków”9. I następnie: „Dokładnie ten sam kod genetyczny stanowi w swej istocie najsilniejszy z możliwych dowodów na to, że wszystko, co dziś żyje, pochodzi z jednego źródła”10.
Zatrzymajmy się tu na moment. Czy niemal uniwersalny kod genetyczny oraz obecność niektórych wspólnych genów to rzeczywiście przekonujące świadectwo wspólnego pochodzenia?11 Takie rozumowanie może prowadzić do twierdzenia, że skoro wszystkie samochody jeżdżą na gumowych oponach, to ta wspólna cecha dowodzi, iż ewoluowały one stopniowo w wyniku ślepego, nieukierunkowanego procesu dawno temu? Co więcej, czy argument ten nie opiera się na założeniach dotyczących sposobu działania projektanta?12
Oto wskazówka. Telford przyznaje, że istnieją pozagenetyczne przykłady „ewolucji” (przy czym termin „ewolucja” należy tu rozumieć bardziej jako „hierarchię zagnieżdżoną”). W dalszej części książki autor zauważa: „Być może najsłynniejszy przykład ewolucji pozagenetycznej można odnaleźć w ludzkiej kulturze. Jesteśmy w stanie zrekonstruować ewolucyjne drzewa rodowodowe języków, poszczególnych słów oraz ksiąg, które je zawierają. Możemy również posłużyć się tymi drzewami do przedstawienia historii innych elementów kultury: sztuki i rzemiosła, obyczajów, praw, religii, technologii, przepisów kulinarnych i wzornictwa”13.
Telford uznaje, że hierarchie zagnieżdżone bądź zjawiska pokrewne ewolucji wyłaniają się z procesów pozagenetycznych i dają się przedstawić w postaci dendrogramu. Jednocześnie jednak twierdzi, że obserwowana u organizmów żywych genetyczna hierarchia zagnieżdżona to ostateczny dowód na to, iż „wszystko, co dziś żyje, wywodzi się z jednego źródła”14. I tu właśnie tkwi problem natury logicznej.
Telford traktuje obecność hierarchii zagnieżdżonej jako mocne i wyłączne świadectwo nieukierunkowanej wspólnoty pochodzenia, a jednocześnie przyznaje, że ten sam wzorzec może wyłonić się z zamierzonego projektu. Jeśli określony wzorzec (hierarchia zagnieżdżona) może powstać z dwóch źródeł (ewolucji i projektu), to samo jego istnienie nie może w sposób logiczny „dowodzić” żadnej z tych hipotez.
Być może ktoś mógłby powiedzieć: „Emily, popełniasz błąd ekwiwokacji!15 Mimo że hierarchie zagnieżdżone zaczerpnięte z »ewolucji« pozagenetycznej (np. języki) stanowią do pewnego stopnia konstrukcje sztuczne, to hierarchie biologiczne są rzeczywiste. Świadczy o tym głęboka struktura tych drugich oraz zgodność uzyskiwana w niezależnych zbiorach danych”. Przyznaję, kryje się tu warta rozwinięcia subtelność. Moja pierwsza odpowiedź jest jednak następująca: książka Telforda nie zdradza choćby cienia świadomości powyższej sprzeczności. Co prawda autor przyznaje, że inteligentne podmioty sprawcze potrafią tworzyć wzorce podobieństwa owocujące hierarchiami zagnieżdżonymi, ale mimo to pomija możliwość, że mogłyby one również w biologii tworzyć takie wzorce podobieństwa. Innymi słowy, ten sam rodzaj świadectwa, które w dziedzinie techniki Telford wskazuje na wspólny projekt (hierarchię zagnieżdżoną), w świecie biologii ogłasza on dowodem nieukierunkowanej wspólnoty pochodzenia.
Przyjrzyjmy się teraz nieco dokładniej ewentualnym różnicom w przewidywaniach wynikających z hipotezy ewolucyjnej i hipotezy projektu.
- Pochodzenie z modyfikacją od wspólnego przodka (hipoteza ewolucyjna): podobieństwo jest spodziewane, ponieważ organizmy dziedziczą wspólne cechy od swoich przodków, a różnice kumulują się w wyniku dywergencji.
- Niezależne pochodzenie, w którym brak pokrewieństwa genealogicznego powyżej poziomu rodziny (hipoteza projektu): zarówno podobieństwa, jak i różnice przewiduje się wszędzie tam, gdzie wynikają one z ograniczeń funkcjonalnych lub konstrukcyjnych organizmu albo z estetycznych zamierzeń projektanta.
Z perspektywy hipotezy projektu spodziewalibyśmy się ponownego wykorzystania pewnych elementów, gdy stanowią one optymalne rozwiązanie dla danego organizmu. Natomiast z punktu widzenia hipotezy ewolucji oczekiwalibyśmy, że podobieństwa będą odzwierciedlać historyczną przygodność i dziedziczenie, a nie optymalność. Niemniej w obu przypadkach możliwe są wyjątki. Projektant mógłby ponownie wykorzystać dane rozwiązanie w sposób arbitralny lub z powodów pozafunkcjonalnych (np. ze względu na spójność stylistyczną, z oszczędności lub chęci zachowania prostoty). Z kolei zgodnie z hipotezą ewolucji podobieństwa powstają wtedy, gdy te same presje selekcyjne niezależnie sprzyjają temu samemu rozwiązaniu. Skoro obie hipotezy formułują zbliżone przewidywania co do wzorców, sama obecność hierarchii zagnieżdżonych, ewolucyjnie zachowanych genów czy w przeważającej mierze uniwersalnego kodu genetycznego nie wskazuje jednoznacznie na żadne z wyjaśnień.
Tym samym wywód Telforda prowadzi nas do kluczowego wniosku:
Dowolny zbiór obiektów można uporządkować w postaci drzewa – nawet tam, gdzie żadne oparte na pokrewieństwie genealogicznym wspólne pochodzenie nigdy nie istniało. Dendrogram można skonstruować dla dowolnego zbioru elementów, włącznie z pojedynczym pniem reprezentującym wspólne pochodzenie. Takie drzewa konstruowano dla rzeczy, o których wiemy, że nie podlegały ewolucji: koszul, butów, samochodów, telefonów komórkowych czy języków. Wynika z tego, że sam fakt istnienia dendrogramu nie pozwala odróżnić dwóch całkowicie odmiennych wyjaśnień:
- pochodzenia z modyfikacją od wspólnego przodka albo
- niezależnego pochodzenia na określonym poziomie (być może w obrębie rodziny) bez powiązań genealogicznych.
Właściwe pytanie naukowe nie brzmi „czy potrafimy narysować drzewo?”, ale raczej:
- na ile dobrze pojedyncze drzewo wyjaśnia rozkład cech?
- ile cech jest sprzecznych z wzorcem drzewa?
- jakie niezależne świadectwa mogłyby nam wskazać, czy drzewo odzwierciedla rzeczywiste pochodzenie genealogiczne, czy też coś innego?
Jakie są implikacje tego kluczowego wniosku? Chociaż wspólne pochodzenie jest z pewnością możliwe w wielu przypadkach, to wiążącą się z tym ideę często się wyolbrzymiana. Sam Telford wskazuje: „Jedynym sensownym wyjaśnieniem wszystkich tych zdumiewających zbieżności […] jest to, że zarówno same geny, jak i pełnione przez nie funkcje musiały zostać odziedziczone zarówno przez myszy, jak i muchy po ich wspólnym przodku – Urbilaterii”16. Po czym uzupełnia: „Ta zmodyfikowana wersja białka kodowana przez gen nad5 występuje wyłącznie w tej grupie zwierząt i stanowi wyraźny dowód na to, że wszystkie one są ze sobą spokrewnione”17.
W obecnej postaci twierdzenia te pozostają nieuzasadnione. Przedstawiają one wspólnotę pochodzenia jako jedyne rozsądne wyjaśnienie podobieństwa, bez uzasadnienia odrzucając teorie alternatywne. W szczególności nie uwzględniają one możliwości, że obszary podobieństwa mogą wynikać z konieczności funkcjonalnej.
Niemal uniwersalny kod genetyczny nie stanowi zatem dowodu na to, że wszystko, co dziś żyje, wywodzi się od wspólnego przodka. Podobieństwo nie jest dowodem na to, że dwie rzeczy są ze sobą genealogicznie spokrewnione.
Emily Reeves
Oryginał: On Tree of Life, Max Telford Misses the Design Possibility, „Science & Culture Today” 2026, March 9 [dostęp: 31 VII 2026].
Przekład z języka angielskiego: Adam Bechyne
Źródło zdjęcia: Pixabay
Ostatnia aktualizacja strony: 31.7.2026
Chcesz wiedzieć więcej na temat kontorwersji związanych z darwinowską teorią ewoluji? Zapraszamy do lektury książki Granica ewolucji.
Książka dostępna w księgarni Fundacji En Arche.
Przypisy
- M. Telford, The Tree of Life: Solving Science’s Greatest Puzzle, W. W. Norton & Company, New York 2025.
- Tamże, s. 15.
- Por. Y.S. Yoon et al., Measuring Festival Quality and Value Affecting Visitors’ Satisfaction and Loyalty Using a Structural Approach, „International Journal of Hospitality Management” 2010, Vol. 29, s. 335–342, http://dx.doi.org/10.1016/j.ijhm.2009.10.002.
- Por. E. Reeves, CRISPR’s Long Tail of Wonder: Too Many Solutions, Too Little Time, „Science & Culture Today” 2025, December 16 [dostęp: 27 VI 2026].
- M. Telford, The Tree of Life, s. 127.
- W cytacie chodzi o kości występujące w mięsistych płetwach ryb mięśniopłetwych, homologiczne względem kości kończyn czworonogów (m.in. kości ramiennej, promieniowej, łokciowej, udowej, piszczelowej i strzałkowej), których nie mają ryby promieniopłetwe, takie jak złota rybka (przyp. tłum.).
- M. Telford, The Tree of Life, s. 43.
- Tamże, s. 85.
- Tamże, s. 90.
- Tamże, s. 92.
- Por. W. Ewert, On the Origin of the Codes: The Character and Distribution of Variant Genetic Codes is Better Explained by Common Design than Evolutionary Theory, „BIO-Complexity” 2024, Vol. 1, s. 1–25, https://doi.org/10.5048/BIO-C.2024.1.
- Por. S. Dilley, A. Pereira, Top Atheists Use God to Prove Evolution?!, „The Science Dilemma” 2025, July 28 [dostęp: 26 VI 2026].
- M. Telford, The Tree of Life, s. 248.
- Tamże, s. 92.
- Błąd ekwiwokacji to jeden z najczęstszych błędów logiczno-językowych, polegający na użyciu w jednym argumencie tego samego słowa w różnych znaczeniach, co prowadzi do błędnego wniosku. Przykładem jest twierdzenie: „Ewolucja to tylko teoria, a nie fakt”. Twierdzenie to opiera się na ekwiwokacji słowa „teoria”, które w języku potocznym oznacza niepotwierdzony domysł, natomiast w nauce – spójny system twierdzeń wiarygodnie wyjaśniających określoną klasę zjawisk (przyp. tłum.).
- M. Telford, The Tree of Life, s. 110.
- Tamże, s. 146.
Literatura:
1. Dilley S., Pereira A., Top Atheists Use God to Prove Evolution?!, „The Science Dilemma” 2025, July 28 [dostęp: 26 VI 2026].
2. Ewert W., On the Origin of the Codes: The Character and Distribution of Variant Genetic Codes is Better Explained by Common Design than Evolutionary Theory, „BIO-Complexity” 2024, Vol. 1, s. 1–25, https://doi.org/10.5048/BIO-C.2024.1.
3. Reeves E., CRISPR’s Long Tail of Wonder: Too Many Solutions, Too Little Time, „Science & Culture Today” 2025, December 16 [dostęp: 27 VI 2026].
4. Telford M., The Tree of Life: Solving Science's Greatest Puzzle, W. Norton & Company, New York 2025.
5. Yoon Y.S. et al., Measuring Festival Quality and Value Affecting Visitors’ Satisfaction and Loyalty Using a Structural Approach, „International Journal of Hospitality Management” 2010, Vol. 29, s. 335–342, http://dx.doi.org/10.1016/j.ijhm.2009.10.002.


