W epilogu swojej ostatniej książki – Odrzucony obraz – C.S. Lewis przedstawił ewolucję własnych poglądów na temat ewolucji:
Nie wysilałem się bardzo, żeby ukryć fakt, że dawny Model zachwyca mnie tak, jak – sądzę – zachwycał naszych przodków. Wydaje mi się, że niewiele konstrukcji wyobraźni połączyło w tym samym stopniu świetność, trzeźwość i zwartość. Możliwe, że od dawna niektórych czytelników korciło, żeby mi przypomnieć, iż miała ona poważny defekt – była nieprawdziwa.
Zgadzam się. Nie była prawdziwa. Ale chciałbym rzecz zakończyć uwagą, że ten zarzut nie może już mieć dla nas dokładnie tej samej wagi, jaką miałby w XIX wieku. Rościliśmy wówczas, jak nadal rościmy, pretensje do znacznie większej wiedzy o prawdziwym wszechświecie niż ludzie średniowiecza i mieliśmy nadzieję, jak nadal mamy nadzieję, odkryć jeszcze więcej prawd o nim w przyszłości. Ale znaczenie wyrazów „wiedzieć” i „prawda” w tym kontekście zaczęło podlegać pewnej zmianie.
Wiek XIX wciąż trzymał się wiary, że przez wnioskowanie z naszego doświadczenia zmysłowego (ulepszonego za pomocą instrumentów) mogliśmy „poznać” ostateczną realność fizyczną mniej więcej tak, jak za pomocą map, obrazków i książek podróżniczych człowiek mógł „poznać” kraj, którego nie zwiedzał, i że w obu wypadkach „prawda” będzie jakby mentalną odbitką samej rzeczy. Filozofowie mogli wypowiadać niepokojące komentarze na temat tej koncepcji, ale uczeni i zwykli ludzie nie zwracali na nie wiele uwagi.
Oczywiście, matematyka była już wtedy idiomem, którym mówiło wielu uczonych. Ale nie sądzę, żeby wątpiono, iż istnieje konkretna rzeczywistość, do której matematyka pasuje, rzeczywistość dająca się odróżnić od matematyki, tak jak stos jabłek różni się od procesu liczenia ich.
Wiedzieliśmy co prawda, iż pod pewnymi względami rzeczywistość nie daje się adekwatnie wyobrazić; ilości i odległości albo bardzo małych, albo bardzo wielkich nie da się unaocznić. Ale poza tym spodziewaliśmy się, że zwykła wyobraźnia i pojęcie zdolne są ją uchwycić. Wówczas poprzez matematykę posiedlibyśmy wiedzę nie tylko matematyczną. Bylibyśmy jak człowiek, który poznaje obcy kraj, choć go nie zwiedza. […]
Mam nadzieję, że nikt nie pomyśli, iż zalecam powrót do średniowiecznego Modelu. Wysuwam jedynie rozważania, które mogą skłonić nas do patrzenia na wszelkie modele we właściwy sposób, z szacunkiem dla każdego, ale bez robienia z niego bożyszcza. Bardzo dobrze, że wszystkim nam bliska jest idea, iż w każdej epoce umysł ludzki podlega głębokim wpływom przyjętego modelu wszechświata. Ale istnieje ruch dwustronny; model także podlega wpływom panującego stanu umysłu. Musimy uznać, że to, co nazywano „rozsmakowaniem się we wszechświatach”, należy nie tylko wybaczyć, lecz także uznać za nieuniknione. Nie możemy już zbywać zmiany modeli jako prostego postępu od błędu do prawdy. Żaden model nie jest katalogiem rzeczywistości ostatecznych i żaden nie jest tylko fantazją. Każdy jest poważnym usiłowaniem włączenia weń wszystkich zjawisk znanych w danym okresie i każdemu udaje się wiele ich włączyć. Ale jest również nie mniej pewne, że każdy z nich odzwierciedla panującą psychologię wieku niemal tak samo, jak odzwierciedla stan wiedzy owego wieku. Całej baterii nowych faktów nie udałoby się przekonać Greka, że jedną z cech wszechświata jest coś tak dla niego odpychającego jak nieskończoność; ani też taka bateria nie mogłaby przekonać człowieka nowoczesnego, że wszechświat jest hierarchiczny.
Nie jest niemożliwe, że nasz własny model umrze gwałtowną śmiercią, bezlitośnie rozbity przez nie sprowokowany atak nowych faktów – równie nie sprowokowany jak nova z 1572 roku. Myślę jednak, że bardziej prawdopodobne jest to, że zmieni się wtedy, kiedy (i dlatego że) zażądają tego dalekosiężne zmiany w umysłowym usposobieniu naszych potomków. Nowy model nie zostanie zbudowany bez materiałów dowodowych, ale ich świadectwo pojawi się, gdy wewnętrzna jego potrzeba stanie się wystarczająco wielka. Będzie to prawdziwy materiał dowodowy. Ale natura użycza większości swego świadectwa i dowodów w odpowiedzi na pytania, które jej zadajemy. Tutaj, jak w sądzie, charakter dowodu zależy od sposobu badania i zadawania pytań, a ten, który bierze świadków w krzyżowy ogień pytań, może dokonywać rzeczy nadzwyczajnych. Nie wydobędzie z uczciwego świadka fałszu, ale w stosunku do całkowitej prawdy w umyśle świadka struktura przepytywania jest jak szablon. Określa, ile z pełnej prawdy ujawni się i jaki sensowny wzór będzie sugerować1.
Podobnie jak wielu ludzi, Lewis zakładał na początku (czy też został nauczony), że śmiała teoria Karola Darwina zaszokowała świat: rozbiła ówczesny model Wszechświata i dała początek nowemu. W trakcie badań nad historią idei Lewis odkrył, że ten pogląd jest niesłuszny. Skupione wokół Darwina kręgi intelektualne w większości już wcześniej bowiem zaakceptowały ewolucjonistyczny model Wszechświata i tylko czekały na odpowiednie, mogące go potwierdzić świadectwa.
Wydaje się, że w taki właśnie sposób jak przedstawił Lewis – dochodzi zwykle do zmian naukowych paradygmatów. Na ogół nie jest tak, że nagły zalew nowych świadectw niszczy stary model:
Prawdą zdawałoby się coś odwrotnego; że gdy zmiany w ludzkim umyśle powodują dostateczną niechęć do dawnego Modelu i dostateczną tęsknotę za jakimś nowym, zjawiska na poparcie tego nowego posłusznie się zgłoszą. Nie chcę wcale powiedzieć, że te nowe zjawiska są złudne. Natura ma w zapasie wszelkiego rodzaju zjawiska i może zadowolić rozmaite gusta2.
Ponieważ Lewis nie wchodzi w szczegóły dotyczące tego, co spowodowało kosmiczną zmianę mentalną w latach przeddarwinowskich, a szczegóły te nie są powszechnie znane, sądzę, że warto opowiedzieć tę historię.
Fundamenty filozoficzne
Rozwój myśli ludzkiej, który przygotował scenę dla teorii ewolucji, został opisany w cytowanym przez Lewisa, przełomowym dla historii idei dziele Arthura Lovejoya Wielki łańcuch bytu3.
W czasach poprzedzających okres oświecenia ludzie nie postrzegali świata jako podlegającego rozwojowi czy też ewolucji, ale widzieli go albo jako oddalający się od swej dawnej świetności, albo ulegający nieskończonym cyklicznym przemianom odrodzenia i upadku. Istniała jednakże pewna wpływowa idea, mająca swe początki w starożytności – zawierała ona ziarno, które mogło później rozwinąć się w teorię ewolucji: to idea wielkiego łańcucha bytów. Zgodnie z nią istnieje niemal nieskończony hierarchiczny ciąg istot, zaczynający się od najprostszych form życia i wznoszący się aż do znajdującego się na samym szczycie Boga.
Doktryna ta oparta była na „zasadzie pełności”4, zgodnie z którą cokolwiek może zaistnieć, będzie istniało. (W przeciwnym razie świat byłby niedoskonały, a wydawało się nie do pomyślenia, że mógł on być niedoskonały). Zasada ta była podstawą poglądu, według którego organizmy muszą tworzyć nieskończenie subtelny, ciągły szereg przejść i obejmować swym zasięgiem całą gamę możliwych form i siedlisk. Filozofowie przyrody rozważali nawet, czy w ogóle istnieje coś takiego jak odrębne „gatunki”. Przyjęcie takiego założenia oznaczałoby bowiem zgodę na istnienie luk pomiędzy gatunkami – a nie powinno być żadnych pustych przestrzeni. Model ten dostarczył ram pojęciowych oraz inspiracji do odkryć naukowych. Na długo zanim faktycznie zaczęto zakładać istnienie wspólnego przodka, biologowie poszukiwali „brakujących ogniw”, które wypełniłyby luki w procesie porównywanym przez Lovejoya do pracy chemików uzupełniających tabelę układu okresowego pierwiastków. Podążając tym tokiem rozumowania, zakładano również istnienie jakiegoś najbliższego człowiekowi zwierzęcia. Na wiele lat przed wydaniem O powstawaniu gatunków5 cyrk P.T. Barnuma zaprezentował kilka potencjalnych okazów.
To była jednak tylko połowa sukcesu. Co należało jeszcze zrobić, aby powstała teoria ewolucji? Wziąć ideę łańcucha bytu i zastosować ją w odniesieniu do czasu raczej, a nie przestrzeni. Lovejoy napisał, że „jednym z najważniejszych wydarzeń w myśli XVIII wieku było uczasowienie łańcucha bytu”6.
Gottfried Wilhelm Leibniz – „niemiecki Platon” – jako jeden z pierwszych rozwijał tę ideę. Rozważał on możliwość, że pełnia przyrody nie może zostać zrealizowana w całości w jednej chwili i dlatego musi rozciągać się w czasie. Już w 1693 roku Leibniz sugerował, że gatunki zwierząt mogły z biegiem czasu się zmieniać oraz że niektóre z żyjących gatunków mogły mieć w przeszłości jednego przodka. W 1710 roku zasugerował też, że zwierzęta lądowe mogły wyewoluować ze stworzeń morskich.
Dalszej rewolucji myśli przysłużył się najwybitniejszy w tamtym stuleciu metafizyk, niemiecki filozof Immanuel Kant. Nie przyjmował on idei ewolucji gatunków, Lovejoy uważa jednak, że Kant w swojej teorii ewolucji kosmicznej dostarczył „uczasowioną wersję zasady pełności”7.
W połowie XVIII wieku idea „postępu natury” była powszechnie akceptowana. Edward Young doskonale to podsumował w jednym ze swoich najbardziej znanych wierszy, zatytułowanym Myśli nocne (1742–1744): „I tak to natura stopniami postępuje, aż do zupełnej doskonałości”8. Biolog Jean-Baptiste Robinet napisał w 1768 roku, że „natura zawsze działa, zawsze rodzi, w tym znaczeniu, że zawsze nadaje kierunek nowemu rozwojowi, nowym pokoleniom”9.
Grunt został przygotowany, a niedługo potem nasiona wykiełkowały. Lovejoy stwierdza, że mniej więcej w ostatnim ćwierćwieczu XVIII stulecia teorie ewolucjonistyczne rozprzestrzeniły się na gruncie biologii.
— Koniec części pierwszej —
Daniel Witt
Oryginał: Before Darwin – How Evolution Evolved, „Science & Culture Today” 2025, May 28 [dostęp: 15 V 2026].
Przekład z języka angielskiego: Anna Wójcik, Jacek Uglik
Źródło zdjęcia: Pixabay
Ostatnia aktualizacja strony: 15.5.2026
Przypisy
- C.S. Lewis, Odrzucony obraz. Wprowadzenie do literatury średniowiecznej i renesansowej, tłum. W. Ostrowski, Znak, Kraków 1995, s. 208, 212–213.
- Tamże, s. 211.
- Por. A.O. Lovejoy, Wielki łańcuch bytu. Studium historii pewnej idei z dodaniem tekstów „Historiografia idei”, „Obecne stanowiska i przeszła historia” oraz „Refleksje o historii idei”, tłum. A. Przybysławski, słowo/ obraz terytoria, Gdańsk 2009.
- Tamże, s. 51.
- K. Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt, tekst polski na podstawie przekładu Sz. Dicksteina i J. Nusbauma opracowały J. Popiołek i M. Yamazaki, „Biblioteka Klasyków Nauki”, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009.
- A.O. Lovejoy, Wielki łańcuch bytu, s. 229.
- Tamże, s. 248.
- E. Young, Myśli nocne, tłum. F. Rydzewski, F.K. Dmochowski, seria: „Czarny Romantyzm”, Wydawnictwo Prymat, Białystok 2016, s. 394.
- A.O. Lovejoy, Wielki łańcuch bytu, s. 256.
