Teoria inteligentnego projektu jest testowalna. A co z darwinizmem?

Jonathan Witt

Teoria inteligentnego projektu jest testowalna. A co z darwinizmem?

Jak głosi powszechnie znana kaczka dziennikarska, teoria inteligentnego projektu nie jest naukowa, ponieważ nie formułuje empirycznie testowalnych twierdzeń lub przewidywań. Zarzut ten stanowi kaczkę dziennikarską dlatego, że w istocie teoria inteligentnego projektu formułuje wiele empirycznie testowalnych twierdzeń i przewidywań.

Przykładu niech dostarczy nam książka Czarna skrzynka Darwina1, która została opublikowana dwadzieścia lat temu (o czym przypomina nam nowy film dokumentalny Revolutionary [Rewolucjonista]). W tej książce Michael Behe wskazuje, że mechanizm neodarwinowski nie może wybiegać w przyszłość. Jego działanie wymaga istnienia funkcjonalnego układu przy każdym kroku mutacyjnym na ścieżce procesu ewolucji i nie bierze on pod uwagę żadnego odległego celu. Jeżeli organizm nie może rywalizować z innymi, a także nie jest stanie przetrwać i się rozmnażać, to zostaje wyeliminowany z ewolucyjnej walki o byt. Idea ta jest prosta i łatwo ją zrozumieć.

Behe przedstawił następnie argumentację na rzecz tezy, że aby wić bakteryjna mogła funkcjonować, obecne muszą być wszystkie jej części. Nie mogła więc ona powstać w procesie stopniowej ewolucji neodarwinowskiej – i to nawet jeśli uwzględnimy możliwość naturalnego procesu koopcji prostszych maszyn molekularnych, które pełnią inne funkcje.

Behe nazywa tę cechę „nieredukowalną złożonością” i uznaje ją za cechę charakterystyczną układów zaprojektowanych przez inteligencję. Możemy rozpatrywać różne rzeczy, na przykład pułapkę na myszy, rower, zintegrowany obwód i niezliczoną ilość innych maszyn, ale za każdym razem, gdy znajdziemy układy nieredukowalnie złożone, których historia powstania jest nam znana, ich twórcą zawsze jest istota inteligentna.

Rozum podpowiada nam też, dlaczego tak jest. Utworzenie układów nieredukowalnie złożonych wymaga wybiegania w przyszłość i planowania, a takie umiejętności mają wyłącznie istoty obdarzone umysłem lub inteligencją.

Behe przewidział, że naukowcy nie odkryją ciągłej ścieżki darwinowskiej wiodącej od funkcjonalnego, prostego prekursora do wici bakteryjnej i że każdy możliwy opis ścieżki ewolucyjnej będzie zakładać istnienie innych układów nieredukowalnie złożonych. Przekonywał też, że wziąwszy pod uwagę wszystkie te powody łącznie, najlepsze wyjaśnienie powstania wici bakteryjnej zapewnia teoria inteligentnego projektu.

Jak można przetestować i podważyć argument Behe’ego? Należy zademonstrować – albo przynajmniej opisać – realistyczną, ciągłą ścieżkę darwinowską wiodącą od funkcjonalnego, prostego prekursora do aktualnie istniejącego silnika wici bakteryjnej. Wysunięty przez Behe’ego argument na rzecz projektu uległby wówczas falsyfikacji.

Darwiniści, tacy jak Kenneth Miller, oczekują nowych odkryć, ale zwracają też uwagę na to, że wić bakteryjna mogła powstać ewolucyjnie wskutek koopcji aparatu wydzielinowego typu III. Argument ten staje jednak w obliczu wielu problemów2, natomiast argument Behe’ego jest obecnie bezpieczniejszy niż w którymkolwiek momencie na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Niemniej podjęta przez Millera próba obalenia koncepcji nieredukowalnej złożoności świadczy o tym, że przynajmniej on doskonale rozumie, iż argument Behe’ego jest testowalny.

W swojej opinii biegłego w procesie sądowym w Dover Miller usiłował uniknąć3 tej oczywistej konsekwencji: przyznał, że koncepcja Behe’ego jest testowalna, ale jednocześnie podkreślił, że nie ma ona charakteru naukowego, ponieważ jest to wyłącznie negatywny argument przeciwko neodarwinizmowi, nie zaś pozytywny argument na rzecz inteligentnego projektu.

To jednak nieprawda. Argument Behe’ego opiera się również na pozytywnych świadectwach na rzecz projektu. Jego podstawą jest to, co wiemy o układach nieredukowalnie złożonych, jak również to, co wiemy o zdolnościach sprawczych istot inteligentnych, oraz nasza stale rosnąca wiedza o świecie komórek i licznych występujących w nim mechanizmach.

 

Testowanie hipotezy kosmicznego projektu

Rozważmy też inny argument na rzecz projektu, wywodzący się tym razem z astronomii i kosmologii. W książce The Privileged Planet [Wyjątkowa planeta] Guillermo GonzalezJay Richards pokazują, że istnieje zdumiewająca korelacja między warunkami koniecznymi do życia a warunkami niezbędnymi do dokonywania wielu rodzajów odkryć naukowych. Argumentują oni, że taka korelacja – jeśli rzeczywiście zachodzi – wskazuje na inteligentny projekt. Następnie autorzy opisują, jak można sfalsyfikować ich argument na rzecz projektu:

Najbardziej rozstrzygającym sposobem sfalsyfikowania naszego argumentu jako całości byłoby znalezienie odległego i bardzo odmiennego środowiska, które będąc nieprzyjazne życiu, zapewnia lepszą możliwość dokonywania wielu różnorodnych odkryć naukowych niż nasze lokalne środowisko. Odwrotność tego odkrycia – znalezienie niezmiernie zamieszkiwalnego i zamieszkanego środowiska, które oferuje słabą możliwość dokonywania obserwacji – również miałaby taki sam skutek.

Mniej destrukcyjne, lecz i tak istotne byłyby odkrycia, które przeczą poszczególnym elementom naszego argumentu. Większość z nich wskazywałaby również na to, że warunki zamieszkiwalności dla złożonych form życia mają znacznie szerszy zakres i większą różnorodność niż twierdzimy. Potężnym ciosem dla naszego argumentu byłoby na przykład odkrycie inteligentnego życia we wnętrzu gazowego olbrzyma z nieprzezroczystą atmosferą, położonego w pobliżu emitującej promieniowanie rentgenowskie gwiazdy znajdującej się w centrum galaktyki lub na planecie, na której nie ma ciemnych nocy. Rozważmy teraz mniej skrajny przykład. W Rozdziale Pierwszym zasugerowaliśmy, że warunki, które umożliwiają doskonałe zaćmienia Słońca, przyczyniają się również do zamieszkiwalności środowiska planetarnego. Jeśli więc istnieją inteligentne istoty pozaziemskie, to prawdopodobnie doświadczają doskonałych zaćmień słońca. Gdybyśmy jednak odkryli złożone, inteligentne, autochtoniczne życie na planecie pozbawionej dość dużego naturalnego satelity, ta przesłanka naszego argumentu okazałaby się fałszywa.

Nasz argument zakłada, że wszystkie złożone formy życia, przynajmniej w naszym Wszechświecie, niemal na pewno są oparte na węglu. Znalezienie życia, które nie jest oparte na węglu, obaliłoby jedno z naszych założeń. To jasne, że wiele odkryć bezpośrednio albo pośrednio przeczyłoby naszemu argumentowi.

Przyszłe odkrycia mogłyby też jednak potwierdzać nasz argument. Właściwie każde odkrycie w astrobiologii zapewne miałoby dla niego pozytywne lub negatywne następstwa. Jeżeli odkryjemy jeszcze więcej precyzyjnych warunków ważnych dla zamieszkiwalności, siła naszego argumentu wzrośnie4.

 

Teoria inteligentnego projektu i zarzut bezwładności

Istnieje jeszcze inny zarzut mający na celu wykazanie, że teoria inteligentnego projektu nie jest prawdziwie testowalna. Zarzut ten wygląda następująco: czy ktoś naprawdę wierzy, że gdyby na przykład definitywnie sfalsyfikowano argument Michaela Behe’ego dotyczący wici bakteryjnej, to wszyscy teoretycy projektu porzuciliby swoją teorię? Oczywiście, że nie!

Zarzut ten upada z dwóch powodów. Po pierwsze, do istoty teorii naukowych wyższego rzędu należy to, że pozwalają one na formułowanie dużej liczby przewidywań i mogą zostać podważone wraz z napływem nowych danych empirycznych. Ogólna teoria nie upada jednak przy pierwszym przypadku niezgodności z danymi empirycznymi.

Gdyby z takiego powodu teorie wyższego rzędu były nietestowalne lub nienaukowe, to nienaukowa byłaby również współczesna teoria ewolucji. Okazało się bowiem, że wiele przewidywań sformułowanych przez jej czołowych obrońców jest fałszywych5, a teorię ewolucji łatano i korygowano tak, aby mogła przetrwać.

Drugi powód związany jest z uwagą o teoriach naukowych wyższego rzędu. Gdyby argument Behe’ego dotyczący wici bakteryjnej został obalony, to teoretycy projektu nadal mieliby dobry powód, by nie porzucać swojej teorii. Istnieją przecież również inne zespoły mocnych świadectw na rzecz teorii inteligentnego projektu, które dotyczą problemu powstania pierwszej formy życia, precyzyjnego dostrojenia praw i stałych fizycznych oraz opisanej w książce The Privileged Planet korelacji między życiem a odkryciami naukowymi.

 

Podążajmy za danymi empirycznymi

Przedstawiłem jedynie dwa przykłady testowalnych argumentów na rzecz projektu, ale jest ich znacznie więcej6. Oczywiście, jeśli argumenty te są słuszne, to są one falsyfikowalne tylko w zasadzie, nie zaś w praktyce – trudno to jednak uznać za słabość teorii naukowej!

Zamiast więc niepotrzebnie tracić czas i energię na stawianie zarzutu o nietestowalność, krytycy teorii inteligentnego projektu mogliby poświęcić czas na rozważenie płodniejszego pytania: gdzie prowadzą nas dane empiryczne? Co stanowi najlepsze, najbardziej adekwatne wyjaśnienie przyczynowe dla takich zjawisk jak wić bakteryjna, informacja biologiczna, precyzyjne dostrojenie praw i stałych fizycznych oraz silna korelacja między życiem a odkryciami naukowymi?

 

Jonathan Witt

Oryginał: Intelligent Design Is Testable. Is Darwinism?, „Evolution News & Science Today” 2016, November 9 [dostęp 18 II 2020].

 

Przekład z języka angielskiego: Dariusz Sagan

Źródło zdjęcia: Pixabay

Ostatnia aktualizacja strony: 18.02.2020

Przypisy

  1. Por. M.J. Behe, Czarna skrzynka Darwina. Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu, tłum. D. Sagan, Warszawa 2008 (przyp. tłum).
  2. Por. J. Witt, Derbyshire VI: Behe’s Bacterial Flagellum – Still Stirring Up Trouble for Darwin’s Defenders, „Evolution News & Science Today” 2005, February 18 [dostęp 18 II 2020] (przyp. tłum.).
  3. Por. C. Luskin, The Positive Case for Design, „Evolution News & Science Today” 2005, September 27 [dostęp 18 II 2020] (przyp. tłum.).
  4. G. Gonzalez, J.W. Richards, The Privileged Planet: How Our Place in the Cosmos Is Designed for Discovery, Washington 2004, s. 314–315 [dostęp 18 II 2020] (przyp. tłum.).
  5. Por. C.G. Hunter, Darwin’s Predictions, 2015 [dostęp 18 II 2020] (przyp. tłum.).
  6. Por. S.C. Meyer, Signature in the Cell: DNA and the Evidence for Intelligent Design, New York 2009 [dostęp 18 II 2020] (przyp. tłum.).

Literatura:

  1. Behe M., Czarna skrzynka Darwina. Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu, tłum. D. Sagan, Warszawa 2008.
  2. G. Hunter, Darwin’s Predictions, 2015 [dostęp 18 II 2020].
  3. Gonzalez G., Richards J.W., The Privileged Planet: How Our Place in the Cosmos Is Designed for Discovery, Washington 2004 [dostęp 18 II 2020].
  4. Luskin C., The Positive Case for Design, „Evolution News & Science Today” 2005, September 27 [dostęp 18 II 2020].
  5. Meyer S.C., Signature in the Cell: DNA and the Evidence for Intelligent Design, New York 2009 [dostęp 18 II 2020].
  6. Witt J., Derbyshire VI: Behe’s Bacterial Flagellum – Still Stirring Up Trouble for Darwin’s Defenders, „Evolution News & Science Today” 2005, February 18 [dostęp 18 II 2020].

2 odpowiedzi na “Teoria inteligentnego projektu jest testowalna. A co z darwinizmem?”

  1. Jonathan Witt ma rację, że krytycy niepotrzebnie tracą czas i energię na stawianie tego zarzutu. Nie ma jednak racji, że pytanie, jakie sformułował (“gdzie prowadzą nas dane empiryczne?”) jest płodniejsze, ani nawet że w ogóle jest płodne. Przekonanie, że dane empiryczne w ogóle gdzieś prowadzą jest pozostałością dawnego sposobu myślenia o relacji między teoriami a danymi empirycznymi. Ten dawny sposób myślenia nazwano indukcjonizmem, gdyż według niego teorie są uogólnieniem danych empirycznych. Od czasów przynajmniej Poppera, czyli od lat 1930. (niektórzy mogliby sięgać jeszcze głębiej w historię filozofii nauki) wiadomo, że teorie nie są uogólnieniem danych empirycznych. Rola tych danych polega raczej na eliminowaniu nietrafnych propozycji teoretycznych. Występuje tu pełna analogia do idei doboru naturalnego. Dobór naturalny nigdzie nie prowadzi, on jedynie “obcina” niektóre możliwości adaptując gatunki do warunków środowiska.

  2. Apel, aby “podążać za danymi empirycznymi, dokądkolwiek nas one prowadzą”, to jedno z najczęściej powtarzanych przez teoretyków projektu haseł. Oczywiście nie da się utrzymać tego zdania w dosłownym jego rozumieniu – że istnieją jakieś “nagie” fakty, które mogą nas dokądś prowadzić. Nie jestem całkowicie pewny, czy teoretycy projektu rozumieją to zdanie dosłownie, ale najprawdopodobniej tak właśnie je interpretują.

    Gdyby jednak przymrużyć na to oko i połączyć to hasło z przyjęciem tezy o uteoretyzowaniu obserwacji, to można by je jakoś uratować. Zwykle teoretycy projektu umieszczają to hasło w kontekście rozważań nad naturalizmem metodologicznym. Można uznać, że jest ono wyrazem ich ujęcia tego, czym jest nauka w najogólniejszym sensie. Według nich przyjęcie naturalizmu metodologicznego oznacza, że faktami naukowymi mogą być tylko fakty “naturalistyczne”, co znaczy z kolei, że fakty postulowane przez teorię inteligentnego projektu są z nauki wykluczone. W oczach teoretyków projektu naturalizm metodologiczny ogranicza możliwe fakty i ich wyjaśnienia. Hasło, aby “podążać za danymi empirycznymi, dokądkolwiek nas one prowadzą”, można więc zrozumieć jako apel o uwzględnianie w nauce nie tylko wyjaśnień i faktów naturalistycznych, ale również innych faktów oraz hipotezy projektu. Obserwacje mogą być uteoretyzowane, ale porzucenie naturalizmu metodologicznego daje przynajmniej szansę na sukces innych możliwości poza naturalistycznymi.

    Warto też dodać – o czym Pan nie wspomniał – że ani teorie nie są uogólnieniem danych empirycznych, ani dane empiryczne nie eliminują błędnych teorii. Same dane nie robią niczego – to naukowcy muszą podejmować decyzje, co z takimi danymi zrobić, a decyzje te mogą być różne. W takim wypadku analogia do doboru naturalnego zaczyna kuleć.

    Mam też wątpliwość, czy dobór naturalny do niczego nie prowadzi. Jego działanie prowadzi przecież do określonego rezultatu: eliminując organizmy gorzej przystosowane, pozostawia on przy życiu organizmy lepiej przystosowane. Dopóki warunki środowiskowe nie ulegają dużym zmianom, można nawet mówić, że prowadzi on do pewnego postępu: powstają organizmy coraz lepiej przystosowane do swojego środowiska.

Dodaj komentarz