Naukowość teorii ID nie jest kwestią semantykiCzas czytania: 11 min

Alvin Plantinga

2022-02-18
Naukowość teorii ID nie jest kwestią semantyki<span class="wtr-time-wrap after-title">Czas czytania: <span class="wtr-time-number">11</span> min </span>

W procesie Kitzmiller v. Dover sędzia John E. Jones III wydał liczący 139 stron wyrok, który rodzi pytania dalece wykraczające poza kwestie prawne w tym konkretnym przypadku. Nie będę się wypowiadał na temat słuszności wyroku – chociaż wydaje się, że sędzia z aprobatą przyjął wszystkie zarzuty stawiane teorii inteligentnego projektu, a niektóre z jego wniosków są zdecydowanie zbyt daleko idące.

Zastanówmy się najpierw nad ogólną kwestią: w jakich sprawach mogą zapadać decyzje ustanowione sędziowskim wyrokiem? Orzeczenie sędziego Jonesa mówi nam między innymi, że:

  • Teoria ID to „odgrzewany” kreacjonizm.
  • Teoretycy projektu usiłują zmienić definicję nauki.
  • Społeczność naukowa obaliła zarzuty teoretyków projektu stawiane teorii ewolucji.
  • Teoria ID zawiera pewien dualizm, który jest nie do obronienia.

Jak jednak można oczekiwać, że tego typu sprawy rozstrzygnie sędziowski wyrok?

Po pierwsze, weźmy na przykład stwierdzenie, że teoria ID jest kreacjonizmem w przebraniu. Jeśli spojrzeć na sprawę z tej perspektywy, wyrok jest słuszny, ponieważ wcześniejsze decyzje sądów również sprzeciwiały się kreacjonizmowi. Jednakże nieprzychylne dla tego ujęcia wyroki dotyczyły koncepcji, która zakładała, że świat ma od 6 tysięcy do 100 tysięcy lat, podczas gdy współcześnie mówi się nawet o 4 miliardach lat. Po drugie, kreacjoniści odrzucają teorię ewolucji na rzecz idei, że wszystkie główne rodzaje roślin i zwierząt zostały stworzone niemalże w obecnej postaci. Teoria ID nie przyjmuje powyższych założeń. Opowiada się jednak za tym, jak można się domyślić, że wiele zjawisk biologicznych jest zaprojektowanych – na co wskazuje ich „wyspecyfikowana złożoność” lub „nieredukowalna złożoność” – co można wykazać na drodze badań naukowych.

Sam Michael J. Behe, czołowy teoretyk projektu i główny świadek obrony w procesie sądowym, wielokrotnie powtarzał, że akceptuje teorię ewolucji. Ani on, ani jego współpracownicy nie twierdzą, że w przyrodzie nie zachodzi proces ewolucji, ale odrzucają ideę niekierowanej ewolucji. Nie akceptują koncepcji, że cała różnorodność życia powstała dzięki mechanizmom opisywanym przez współczesną teorię ewolucji – czyli w sposób niekierowany, niezorganizowany, niezaplanowany przez Boga lub jakąkolwiek inną inteligentną istotę.

Swoją drogą, czy pytania o to, czy teoria ID to tylko „odgrzewany” kreacjonizm, nie należałoby poddać filozoficznej bądź logicznej analizie? Czy sędziowski wyrok może rozstrzygnąć tego rodzaju kwestię? Czy nie przypomina to zadekretowania, że liczba pi powinna wynosić 1/3, zamiast niewygodnego i trudnego do zapamiętania 3,14?

Weźmy także pod uwagę to, że sędzia miał prawdopodobnie na myśli, iż społeczność naukowa odrzuciła zarzuty teoretyków projektu wobec koncepcji niekierowanej ewolucji. W innym wypadku jego słowa nie miałyby większego znaczenia. Wróćmy jednak do zasadniczej kwestii: czy tego rodzaju zagadnienia mogą być rozstrzygane przez sędziego? Sędzia może bez końca powtarzać, że dany zarzut obalono. Czy w jakikolwiek sposób wpływa to na wiarygodność tego zarzutu? Nie będziemy tu jednak rozwodzić się nad ostatnim pytaniem. Zamiast tego przyjrzymy się rozumowaniu, które sędzia przywołał na poparcie swojej decyzji. Oto cytat z jego wyroku:

Na podstawie złożonych zeznań i po zapoznaniu się z orzeczeniami wydawanymi w innych podobnych sprawach stwierdzamy, że chociaż argumenty używane w ramach teorii ID mogą być uzasadnione – a sąd w tej sprawie nie zajmuje stanowiska – to koncepcja ta nie jest naukowa. Stwierdzamy, że teoria ID zawodzi na trzech poziomach, z których każdy jest wystarczający do utrzymania tej teorii poza granicami nauki. Są one następujące: (1) teoria ID narusza funkcjonujące od stuleci zasady nauki, odwołując się i dopuszczając przyczynowość nadprzyrodzoną; (2) nieodłączny dla teorii ID argument nieredukowalnej złożoności wykorzystuje ten sam wadliwy, nielogiczny i sztuczny dualizm, który zgubił kreacjonizm w latach osiemdziesiątych; oraz (3) zarzuty koncepcji ID wobec teorii ewolucji zostały obalone przez społeczność uczonych1.

Sędzia podaje co najmniej dwa argumenty przemawiające za jego wnioskiem, że teoria ID nie jest naukowa. Obydwa są nieuzasadnione.

Po pierwsze, twierdzi że teoria ID nie należy do nauki, ponieważ „odwołuje się i dopuszcza przyczynowość nadprzyrodzoną”. Po drugie, co ma związek z pierwszym, stoi na stanowisku, że teoria ID nie jest naukowa, bo twierdzenia teoretyków projektu nie są sprawdzalne – czyli weryfikowalne lub falsyfikowalne. Tym, co łączy pogląd sędziego i wielu innych osób, jest przeświadczenie, że twierdzenia dotyczące istot nadprzyrodzonych – na przykład, że życie zostało zaprojektowane przez istotę nadprzyrodzoną – nie są weryfikowalne ani falsyfikowalne.

Analiza procesów weryfikacji i falsyfikacji wskazuje, że sformułowanie porządnych definicji jest tutaj niezwykle trudne. Pokazują to wyczerpujące i pełne trudności próby precyzyjnego sporządzenia kryterium weryfikacji w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Ale już patrząc pobieżnie na te koncepcje, można zobaczyć, że nieprawdą jest, iż twierdzeń dotyczących istot nadprzyrodzonych nie da się zweryfikować czy sfalsyfikować.

Na przykład zdanie „Bóg zaprojektował 800-funtowe króliki, które żyją w Cleveland” w sposób oczywisty jest testowalne, falsyfikowalne i, w rzeczy samej, fałszywe. Testowalność nie może stanowić kryterium odróżniania twierdzeń naukowych od nienaukowych, ponieważ zwykle pojedyncze twierdzenia nie są ani falsyfikowalne, ani weryfikowalne.

Jako kolejny przykład przytoczę zdanie „Istnieje co najmniej jeden elektron”, które z pewnością jest naukowe. Jednakże samo w sobie nie jest weryfikowalne ani falsyfikowalne. Weryfikowalne lub falsyfikowalne są dopiero całe teorie dotyczące elektronów, dokonujące weryfikowalnych lub falsyfikowalnych przewidywań – w przeciwieństwie do powyższego zdania. Podobnie całe teorie dotyczące inteligentnych przyczyn dokonują weryfikowalnych lub falsyfikowalnych przewidywań, nawet jeśli samo twierdzenie, że życie zostało zaprojektowane, tego nie czyni.

Analogicznie powód wskazany przez sędziego, aby z nauki wykluczyć to, co nadprzyrodzone, jest niewłaściwy. Jednak niezależnie od kwestii dotyczących weryfikowalności lub falsyfikowalności mamy jeszcze twierdzenie sędziego, że nauka wyklucza odwoływania się do przyczyn nadprzyrodzonych. Odwoływanie się do tego, co nadprzyrodzone, nie może mieć miejsca w nauce. To podejście nazywa się niekiedy „naturalizmem metodologicznym”. Dlaczego jednak mielibyśmy akceptować naturalizm metodologiczny? Jak widać, sędzia uważa, że to tylko kwestia definicji – najprawdopodobniej definicji słowa „nauka”. Poglądy sędziego nie są w tym kontekście odosobnione. W książce Darwinism Defended [W obronie darwinizmu] Michael Ruse, filozof biologii, stwierdził:

Kreacjoniści wierzą, że świat powstał w wyniku cudu. Ale cuda znajdują się poza obszarem nauki, która z definicji dotyczy wyłącznie tego, co jest naturalne, powtarzalne i podlega prawom przyrody2.

Czy Ruse i sędzia rzeczywiście twierdzą, że ten spór można rozstrzygnąć, sięgając po prostu do słownikowej definicji „nauki”? Jeśli tak, to powinni to jeszcze raz przemyśleć. Słowniki nie zawierają definicji „nauki”, która sugerowałaby naturalizm metodologiczny. Wydaje się, że sędzia Jones i jego doradcy tworzą własne objaśnienie pojęcia „nauka”. Ale jaki może być użytek z takiej wykładni przy tak kontrowersyjnym temacie?

Załóżmy, że twierdzę, iż miejsce wszystkich demokratów jest w więzieniu. Można zapytać, czy wniosę do tej dyskusji coś więcej, kiedy słowo „demokrata” zdefiniuję jako „skazaniec”? Jeśli słowo „republikanin” zdefiniujemy jako „wierutny łajdak”, to czy wszyscy republikanie powinni zwiesić głowy ze wstydu?

Dlatego definicja „nauki”, do której odwołuje się sędzia, w rzeczy samej jest nieprawidłowa, ponieważ nie tak się zwykle rozumie ten termin. Ale nawet jeśli definicja „nauki” na ogół opierałaby się na naturalizmie metodologicznym, to wciąż nie rozwiązywałoby to sprawy.

Pytanie brzmi: czy teoria ID jest naukowa? Tutaj chodzi o coś więcej niż tylko zagadnienia czysto językowe dotyczące tego, w jakim sensie zazwyczaj używamy danego słowa. Jest to rzeczowe pytanie o różnorodną i wieloaspektową działalność człowieka, o to, czy ta działalność ze swojej natury wyklucza teorię ID, czy – idąc dalej – wyklucza również odwołania do tego, co nadprzyrodzone?

Do głównych twórców współczesnej nauki należy Newton. Jego teoria ruchu planet jest uznawana za wzorcowy przykład współczesnej nauki. Jednak zgodnie z rozumieniem Newtona, ruchom planet towarzyszy niestabilność, którą od czasu do czasu koryguje Bóg. Zatem czy powinniśmy uznać, że Newton nie uprawiał nauki, kiedy wysunął swoją teorię, lub że jego teoria w żadnym wypadku nie ma nic wspólnego z nauką? Takie postrzeganie nauki wydaje się dość ograniczone.

Na naukę nakładano różne inne ograniczenia. Jacques Monod, autor książki Przypadek i konieczność3, twierdził, że nauka wyklucza każdy przejaw teleologii. Do innych propozycji ograniczeń należy między innymi to, że nauka nie może dokonywać ocen moralnych (ogólniej rzecz biorąc – sądów wartościujących) i że bez względu na wszystko powinna dążyć do wyjaśnień rozważanych zagadnień.

Dodatkowo w różnych kontekstach postulowano rozmaite zakazy i nakazy względem nauki, między innymi że teorie naukowe muszą być empirycznie weryfikowalne i/lub falsyfikowalne; eksperymenty naukowe muszą być powtarzalne; nauka może badać tylko powtarzalne zdarzenia; nie może ona badać tego, co subiektywne, ale powinna zajmować się tym, co obiektywne.

Niektórzy twierdzą, że celem nauki jest odkrycie i opisanie praw przyrody. Inni, równie entuzjastycznie nastawieni do nauki, uważają że nie istnieją żadne prawa przyrody, które moglibyśmy odkryć. Z kolei Richard Otte i John Mackie reprezentują pogląd, że celem nauki jest wyjaśnianie, jak działa świat w większości przypadków, ale wykluczają oni cuda. Inni odrzucają zastrzeżenie „w większości przypadków”. Na jakiej podstawie możemy stwierdzić, czy któreś z tych ograniczeń stosuje się do nauki? Dlaczego mielibyśmy uważać, że naturalizm metodologiczny naprawdę ogranicza naukę? I co właściwie oznacza pojęcie „nauka”?

W tym tekście nie sposób udzielić pełnej odpowiedzi na wszystkie zadane pytania –  gdy takich odpowiedzi po prostu się nie zna. Dlatego powołam się, co w tym przypadku wydaje mi się rozsądne, na tradycyjne definicje słownikowe terminu „nauka”, które są wystarczające. Wskazują one, że nauka określa każdą aktywność, która jest:

a) systematycznym i uporządkowanym przedsięwzięciem mającym na celu odkrycie prawdy o świecie oraz

b) w znaczący sposób odwołującym się do empirii.

Każdą aktywność, która spełnia te ogólne warunki, uznaje się za naukę.

Ale co z naturalizmem metodologicznym i całą resztą postulowanych ograniczeń? Być może najlepiej kwestię tę ująć tak: istnieje wiele podobnych przedsięwzięć, które są naukowe, ponieważ spełniają warunki (a) i (b). Na każde z proponowanych ograniczeń przypada aktywność spełniająca warunki (a) i (b), której cel jest określony przez to ograniczenie. Na każde (a w każdym razie na wiele) z proponowanych ograniczeń przypada również inna aktywność spełniająca warunki (a) i (b), mająca cel, którego to ograniczenie nie określa. Ponadto ci, którzy sugerują, że dane ograniczenie odnosi się do nauki jako takiej, zwykle popierają lub zalecają jedną lub więcej aktywności mających cel określony przez to ograniczenie.

Co w związku z tym możemy powiedzieć na temat naturalizmu metodologicznego? Cóż, istnieją pewne przedsięwzięcia naukowe, które rzeczywiście są ograniczone naturalizmem metodologicznym. Zwolennicy tego rozumienia nauki rozwijają i promują te badania naukowe, które są zgodne z przyjętym kryterium, i przedstawiają je jako ważniejsze od badań wykraczających poza to kryterium. Oczywiście istnieją inne przedsięwzięcia naukowe – niech koncepcja Newtona posłuży za przykład – które nie są w ten sposób ograniczone.

Jakie są wady i zalety uprawiania nauki zgodnie z naturalizmem metodologicznym? Można i jednych, i drugich wymienić wiele. Na przykład jeśli z nauki wykluczy się element nadprzyrodzony, to do konstatacji, że świat lub jakieś zjawiska mają pochodzenie nadprzyrodzone (jeśli tak jest, a wierzy w to większość ludzi na świecie), nie będzie można dojść w sposób naukowy.

Nauka jest skrępowana przez naturalizm metodologiczny, ponieważ uniemożliwia on dotarcie do tego, co może być najważniejszą prawdą o świecie. Być może, wskutek tego ograniczenia, nawet najbardziej wysublimowana nauka w dalekiej perspektywie dojdzie do fałszywych wniosków.

Alvin Plantinga

Oryginał: Whether ID is Science isn’t Semantics, „Discovery Institute” 2006, March 7 [dostęp 18 II 2022].

Artykuł pierwotnie opublikowany w czasopiśmie „Science & Theology News” (obecnie zamkniętym).

 

Przekład z języka angielskiego: Weronika Kokot

Źródło zdjęcia: clevelandwomen.com

Ostatnia aktualizacja strony: 18.02.2022

 

Przypisy

  1. Kitzmiller v. Dover Area School District Decision of the Court (Continued), „The TalkOrigins Archive” [dostęp 3 XI 2021].
  2. M. Ruse, Darwinism Defended: A Guide to Evolution Controversies, Addison-Wesley, Reading 1982, s. 322.
  3. Por. J. Monod, Przypadek i konieczność: esej o filozofii biologii współczesnej, tłum J. Bukowski, „Biblioteka Głosu”, Głos, Warszawa 1979 (przyp. tłum.).

Literatura:

  1. Kitzmiller v. Dover Area School District Decision of the Court (Continued), „The TalkOrigins Archive” [dostęp 3 XI 2021].
  2. Monod J., Przypadek i konieczność: esej o filozofii biologii współczesnej, tłum J. Bukowski, „Biblioteka Głosu”, Głos, Warszawa
  3. Ruse M., Darwinism Defended: A Guide to Evolution Controversies, Addison-Wesley, Reading 1982.

Dodaj komentarz