Wywiad z Williamem „Billem” Dembskim, cz. 5Czas czytania: 21 min

William A. Dembski, James Barham

2021-09-01
Wywiad z Williamem „Billem” Dembskim, cz. 5<span class="wtr-time-wrap after-title">Czas czytania: <span class="wtr-time-number">21</span> min </span>

Świecka teleologia

JB: Wróćmy do zagadnienia dobra, ale w innej perspektywie. Rozumiem, dlaczego przywołujesz to zagadnienie jako problem z punktu widzenia ateistów, którzy są fizykalistami, redukcjonistami, darwinistami, i tych wszystkich, którzy podważają istnienie celu lub wartości w jakimkolwiek obiektywnym sensie. Nazwijmy ich „metafizycznymi naturalistami”. Zwracają się oni do nauk przyrodniczych, a nie do codziennego doświadczenia, by mówić o tym, co istnieje. Jednak nie wszyscy nieteiści są metafizycznymi naturalistami. Co byś powiedział komuś, kto − jak Arystoteles, George Edward Moore, Max Scheler, Maurice Merleau-Ponty, Hans Jonas czy Thomas Nagel – nie jest tradycyjnym teistą, ale mimo to wierzy, opierając się na zdrowym rozsądku i introspekcji, że cel i wartość są nieodłącznymi własnościami naszego Wszechświata?

 

BD: Powiedziałbym: „jesteśmy po tej samej stronie, jeśli chodzi o obiektywność celowości i wartości. Teraz zbadajmy ich ostateczne źródło”. Uzasadniałbym to w taki sposób, że jestem przekonany, iż teizm chrześcijański daje lepsze wyjaśnienie tych zagadnień. Powołałbym się na teorię inteligentnego projektu i historyczne świadectwa prawdziwości chrześcijaństwa. Zdecydowanie więcej łączy mnie z Arystotelesem i podobnymi do niego niż z metafizycznymi naturalistami. Nie powinno to nikogo dziwić.

 

Nieoptymalność projektu

JB: Jak wyjaśnisz istnienie nieoptymalnych lub złych projektów? Czy masz naukowe wyjaśnienie dla takich przypadków?

 

BD: Powodem, dla którego stawiamy przymiotnik „inteligentny” przed rzeczownikiem „projekt”, nie jest chęć podkreślenia, że projekt, który znajdujemy w naturze, jest optymalny, dobry lub moralnie akceptowalny. Chodzi raczej o podkreślenie, że projekt, który znajdujemy w biologii i, ogólnie rzecz biorąc, we Wszechświecie, jest rzeczywisty. Richard Dawkins rozpoczyna swoją książkę Ślepy zegarmistrz od stwierdzenia: „Biologia zajmuje się obiektami złożonymi, tworzącymi wrażenie celowego zamysłu”1. Dla biologów darwinowskich wszystkie takie projekty są jedynie złudzeniem. „Inteligentny” w „inteligentnym projekcie” podkreśla, że nie mamy do czynienia wyłącznie z pozorem projektu, ale właśnie z projektem rzeczywistym.

Mimo że zagadnienie niedoskonałego lub złego projektu może być interesujące, to nie jest ono zasadniczym problemem dla teorii inteligentnego projektu jako programu naukowego, zainteresowanego poszukiwaniem świadectw na rzecz projektu jako takiego. Mimo to warto wprowadzić kilka objaśnień do tej dyskusji. Przede wszystkim dlatego, że problem złego, a nawet szkodliwego projektu jest dla wielu osób tak dużą przeszkodą w akceptacji teorii inteligentnego projektu.

Przede wszystkim wyjaśnijmy, że projekt rzadko bywa doskonały (o ile w ogóle bywa). Problem tkwi w tym, że wszystkie projekty stanowią kompromis między niezgodnymi celami. To z kolei prowadzi do problemu właściwego uporządkowania kryteriów wyznaczających cele. Zaś problem z wieloma kryteriami polega na tym, że nie ma jednego sposobu na ich uporządkowanie.

Weźmy wieszak na ubrania. Jaki byłby najlepszy? Taki, który jest mocny, sprężysty i bardzo lekki. No dobrze, to teraz wypróbuj wieszak z tytanu. Wszystko się zgadza, tylko że za taki wieszak musisz zapłacić spore pieniądze. Jeśli jednym z twoich kryteriów jest optymalizacja kosztów, to prawdopodobnie zrezygnujesz z tytanu i wybierzesz plastikowy wieszak z promocji w Walmarcie.

Abstrahując jednak od kwestii wielokryterialnej optymalizacji, nie ma przeszkód, by wskazywać na pewne systemy biologiczne i twierdzić, że można je było zaprojektować lepiej. Takie argumenty nigdy nie były jednak dla mnie ani jasne, ani przekonujące. Jednym z ulubionych przykładów darwinistów jest odwrócona siatkówka oka kręgowców, gdzie jest odwrócony system połączeń nerwowych. Każdy szanujący się projektant, jak nam mówią, wymyśliłby to inaczej.

Nie słyszałem jednak jeszcze, żeby takiej krytyce towarzyszył konkretny plan przeprojektowania, który po wdrożeniu faktycznie pokazywałby wyższość nowej koncepcji. Spekulowanie, jak zrobić coś lepiej, to jedno. A drugie to rzeczywiście to zrobić. Biolodzy ewolucyjni słyną z wysuwania argumentów z wyobraźni, gdzie wystarczy wymyślić sobie jakąś korektę, nie troszcząc się o jej wdrożenie. Dla nich takie argumenty zawsze świadczą przeciwko zaprojektowaniu.

Za odwróceniem siatkówki przemawiają dobre przyczyny funkcjonalne. Wspominam o nich w mojej książce The Design of Life [Projekt życia]2, której współautorem jest Jonathan Wells. Mówiąc w skrócie, system wzrokowy potrzebuje trzech rzeczy: szybkości, ostrości i czułości. Aby osiągnąć czułość, komórki siatkówki potrzebują obfitego przepływu krwi. Pozwala na to usytuowanie nerwów i naczyń krwionośnych przed komórkami wrażliwymi na światło. Nie blokuje to też światła, ponieważ komórki glejowe Müllera służą jako światłowody, które bez zniekształceń przenoszą światło tam, gdzie ma ono dotrzeć.

No dobrze, a co z pasożytami i innymi okropnymi stworzeniami, które zadają innym ból? Nawet tutaj da się dostrzec imponujące projekty. Przykładowo, pasożyty wydają się być zaprojektowane tak, by wykorzystywać swoich żywicieli. No tak, ale kim musiałby być projektant, aby coś takiego wymyślić? Przeczytajcie moją książkę The End of Christianity. Naturalne zło jest problemem dla teologii, a nie dla inteligentnego projektu jako takiego.

 

Dembskiego rozumienie inteligentnego projektu i ewolucji

JB: Porozmawiajmy o Twoim pojmowaniu teorii inteligentnego projektu. Najpierw przyjmijmy pewne konwencje terminologiczne, które pozwolą nam bardziej precyzyjnie formułować pytania. Twierdzenie, zgodnie z którym współczesne formy życia wywodzą się od form pradawnych, nazwijmy „hipotezą wspólnego przodka”. Natomiast twierdzenie, w myśl którego neodarwinowska teoria doboru naturalnego trafnie wyjaśnia wspólne pochodzenie, nazwijmy „tezą o mechanizmie doboru”. Zacznijmy od następujących pytań: jaki stopień epistemicznego potwierdzenia przypisałbyś hipotezie wspólnego przodka, a jaki tezie o mechanizmie doboru? Jakie obserwacje dotyczące złożoności biologicznej podważają tezę o mechanizmie doboru?

 

BD: Wydaje mi się, że hipoteza wspólnego przodka wcale nie jest tak dobrze uzasadniona. Niektóre świadectwa kopalne i molekularne sugerują, że spora cześć procesów ewolucyjnych mogła zajść (i obejmować swoim zasięgiem rodziny, rzędy, a nawet gromady), ale zachodzenie procesu makroewolucji („od monady do człowieka”, jak się czasem o tym mówi) nie jest, moim zdaniem, potwierdzone. A nawet świadectwa zdają się tego nie potwierdzać. Illustra Media wypuściła ciekawy film zatytułowany Darwin’s Dilemma [Dylemat Darwina] koncentrujący się na eksplozji kambryjskiej, która rzuciła wyzwanie teorii Darwina już w jego czasach i nadal wyzwaniem pozostaje. Jonathan Wells i ja poświęcamy temu rozdział w naszej książce The Design of Life.

Mój sceptycyzm co do wspólnego przodka nie jest powszechnie podzielany w społeczności teoretyków inteligentnego projektu. Na przykład Michael Behe podtrzymuje hipotezę wspólnego przodka. Nie doprowadziło to jednak do rozdźwięku między nami. Obaj jesteśmy też przekonani, że teza o mechanizmie doboru jest nie do utrzymania. Dla potrzeb dyskusji często dopuszczam, że hipoteza wspólnego przodka może być prawdziwa, nawet jeśli osobiście ją odrzucam. Natomiast społeczność teoretyków inteligentnego projektu jest przekonana, że teza o mechanizmie doboru jest nie tylko bezpodstawna, ale i fałszywa na podstawie świadectw.

Mówiąc to, nie przeczymy, że dobór naturalny działa. Zaprzeczamy tylko, że jego zasięg i moc są tak duże, jak utrzymują darwiniści. Świadectwa, jak twierdzimy, są po naszej stronie. To jednak nie miejsce na powtarzanie tych argumentów. Czytelników odsyłam do książki The Design of Life. Chciałbym również odesłać do artykułu, który napisałem wraz z Bobem Marksem, zatytułowanego Life’s Conservation Law: Why Darwinian Evolution Cannot Create Biological Information [Zasada zachowania życia. Dlaczego darwinowska ewolucja nie jest w stanie stworzyć biologicznej informacji]. Artykuł ten można znaleźć w przytaczanej tu wcześniej antologii The Nature of Nature. Jest również dostępny online3.

Jeśli chodzi o rodzaje systemów, jakich teza o mechanizmie doboru nie jest w stanie wyjaśnić, to wskazałbym na systemy nieredukowalnie złożone, na które jako pierwszy w specyficzny sposób zwrócił uwagę Michael Behe. Wiele systemów, które zbadał on w Czarnej skrzynce Darwina4, okazuje się zbędnych dla życia w tym sensie, że organizmy mogą bez nich żyć. Niemniej jednak niektóre systemy, takie jak aparat syntezy białek, są nie tylko nieredukowalnie złożone, ale także niezbędne do życia.

To wzmacnia argument Behe’ego na rzecz nieewoluowalności tych systemów, ponieważ upraszczanie ich nie tylko sprawia, że ich poprzednie funkcje są nie do odzyskania, ale także wyklucza możliwość życia jako takiego – a jeśli coś nie żyje, to nie ewoluuje. Luka w rozumowaniu Behe’ego, którą jego krytycy zawsze mu wytykali, miałaby polegać na tym, że systemy nieredukowalnie złożone mogły wyewoluować z systemów prostszych, mających inne struktury i funkcje. Zatem funkcja systemu nieredukowalnie złożonego, o którym mowa, mogłaby zostać nabyta na jakimś późniejszym etapie rozwoju. Ale jeśli mówimy o funkcji niezbędnej, to wspomniana luka w rozumowaniu nie występuje.

Przyjrzyjmy się wici bakteryjnej. Zgadza się, jest ona nieredukowalnie złożona, niemniej jednocześnie jest zbędna w tym sensie, że bakterie mogłyby obejść się bez takiego mechanizmu ruchu. Ale nieredukowalnie złożona synteza białek jest również funkcją niezbędna.

 

JB: Ogólnie rzecz biorąc, teoria inteligentnego projektu łączy dwa odmienne rodzaje twierdzeń. Z jednej strony mamy twierdzenie negatywne, zgodnie z którym teza o mechanizmie doboru jest fałszywa, a teoria doboru naturalnego nie nadaje się do wyjaśnienia niesłychanie złożonych struktur i funkcji istot żywych, ponieważ proponowany przez darwinizm mechanizm doboru jest po prostu nazbyt ubogi pojęciowo, aby „ocalić zjawiska”. Z drugiej strony − przy standardowym rozumieniu teorii inteligentnego projektu − znajduje się twierdzenie pozytywne. Jest ono wnioskowaniem z pojawienia się projektu w systemach żywych − wspomaganym brakiem możliwości wyjaśnienia za pomocą mechanizmu doboru owego pojawienia się – prowadzącym do konkluzji, że projekt został faktycznie nałożony na żywą materię przez zewnętrzny czynnik (nazwijmy to „tezą o zewnętrznym projekcie”).

Można mieć wrażenie, że te dwa twierdzenia są uzasadnione w bardzo nierównym stopniu. Bez wchodzenia w szczegóły powiedzmy, że wydaje się dużo bardziej prawdopodobne, że teza o mechanizmie doboru jest fałszywa, niż to, że prawdziwa jest teza o projekcie zewnętrznym. I chociaż wielu naukowców podpisuje się pod tezą negatywną, to bardzo niewielu jest gotowych podpisać się pod pozytywną.  Mówiąc najprościej, dlaczego fakt, że biologia redukcjonistyczna nie jest zdolna wyjaśnić określonych przykładów złożoności biologicznej, skłania nas do uznania dokładnie jednego wniosku o istnieniu zewnętrznego projektanta (przez większość ludzi utożsamianego z Bogiem)?

 

BD: Odpowiadając na to pytanie, najpierw odłóżmy na bok tezę o mechanizmie doboru, jako fałszywą lub nieuzasadnioną. Darwiniści oczywiście będą się temu sprzeciwiać, ale rosnąca grupa biologów, wśród których są − jak sam zauważyłeś – również osoby nieprzychylne teorii inteligentnego projektu, skłonna jest się z tym zgodzić. Myślę zwłaszcza o biologach, takich jak James Shapiro z Uniwersytetu w Chicago, którego książka Evolution: A View from the 21st Century [Spojrzenie na ewolucję z perspektywy XXI wieku]5 rozkłada na łopatki tezę o mechanizmie doboru.

Pojawia się jednak pytanie: co ją zastąpi? Zgodziłbym się, że teoriomnogościowe uzupełnienie tezy o mechanizmie doboru jest szersze od tezy o zewnętrznym zaprojektowaniu. Ta ostatnia głosi, że do wytworzenia złożoności organizmu potrzebna była projektująca inteligencja, działająca poza zwykłymi procesami naturalnymi. Mówiąc to, nie uważam, żeby teoria inteligentnego projektu była całkowicie równoznaczna z tezą o zewnętrznym projekcie. Uzasadniałem to przekonanie w moich książkach Nic za darmoThe Design Revolution, ale podsumuję to jeszcze raz.

W takich dyskusjach „projekt” może być słowem mylącym, ponieważ historycznie był przeciwstawiany przyrodzie. Rzeczy mogą osiągnąć swoją formę lub strukturę, bo leży to w ich naturze – robią to więc z przyczyn wewnętrznych, jak wtedy, gdy z żołędzia wyrasta dąb. W innym przypadku rzeczy mogą osiągnąć swoją formę lub strukturę, ponieważ działa wywołująca je pewna zewnętrzna przyczyna sprawcza, tak jak wtedy, gdy kawałki drewna potrzebują zewnętrznego czynnika technologicznego, by zamienić się w statek. To rozróżnienie sięga przynajmniej Arystotelesa, który w podobny sposób przeciwstawiał physis (naturę) i techne (co tłumaczymy jako „projekt”, skąd jednak także wywodzi się słowo „technologia”).

Nic za darmoThe Design Revolution oraz w innych publikacjach twierdzę, że inteligentny projekt nie musi być utożsamiany z Arystotelesowską „techne”. Powodem tego błędnego utożsamienia jest niewłaściwe rozumienie Arystotelesowskiej „natury” przez materialistów. Jeśli przyroda jest przedstawiana za pomocą kategorii materialistycznych i redukcjonistycznych, co jest powszechne w dzisiejszych czasach, to okazuje się, że w porównaniu ze starożytnymi mamy bardzo prymitywny pogląd na przyrodę.

Co więcej, jeśli potraktujemy projekt jako teoriomnogościowe dopełnienie tego zubożałego ujęcia przyrody, to otrzymamy znacznie szerszą koncepcję samego projektowania, która z pewnością nie wyklucza działania jakiegoś projektanta zewnętrznego, ale pozwala również na interpretacje internalistyczne i teleologię immanentną. Teoria inteligentnego projektu, jak mówiłem, jest zgodna z każdym z tych podejść. Wyróżnikiem teorii ID jest to, że odnajduje ona projekt jako rzeczywistą teleologię w przyrodzie. Uchwycenie istoty tej teleologii to kolejny problem.

Osobiście uważam, że teleologia eksternalistyczna sprawdza się tu lepiej, przynajmniej jeśli chodzi o wyjaśnianie niektórych aspektów żywych systemów (ciężko mi na przykład wyobrazić sobie, jak teleologia internalistyczna miałaby działać na poziomie nieorganicznych związków chemicznych, z których wyłania się pierwsze życie). Kwestią centralną jest tu jednak sama teleologia. I wydaje mi się, że odrzucając tezę o mechanizmie doboru, zostaje się zawsze z jakąś formą teleologii.

 

Samoorganizacja jako źródło cierpień

JB: Pomijając kwestie dotyczące tożsamości zewnętrznego projektanta, coraz więcej naukowców – na przykład Stuart Kauffman, Terrence Deacon, Mae-Wan Ho, Lenny Moss, Alberto Moreno, Ezequiel di Paolo – skłania się do przyjęcia negatywnej tezy teorii inteligentnego projektu, odrzucającej darwinowski mechanizm doboru. Nie chcą oni jednak uznać wnioskowania do zewnętrznego projektanta, gdyż nie wymusza tego żadna logika. Jest tak, gdyż, ich zdaniem, teoria inteligentnego projektu pomija trzecią możliwość, a mianowicie, że życie jest nieodłącznym atrybutem pewnego szczególnego skondensowanego stanu (niekiedy nazywanego „stanem życia”) materii. Zgodnie z tą hipotezą to, co nam się jawi jako projekt narzucony z zewnątrz, w rzeczywistości jest efektem aktywnej zdolności adaptacyjnej opartej na fizyce żywej materii.

 

BD: Dopuściłem taką możliwość w mojej odpowiedzi na poprzednie pytanie. To, co oni mówią, jednak mnie niepokoi. Najlepiej znam prace Kauffmana, Ho i Mossa i wydaje mi się, że tak naprawdę nie ma w nich solidnej teleologii. Proponują raczej dość ubogą teleologię naturalną (na przykład pod postacią kondensacji lub mętnie wyrażonych zdolności adaptacyjnych), za pomocą której w magiczny sposób wyciąga się z kapelusza rzeczy takie jak motyle.

Zawsze uważałem, że oparte na samoorganizacji scenariusze są niezadowalające, ponieważ według mnie tak naprawdę niczego nie wyjaśniają. Można jednak zapytać: a co wyjaśnia koncepcja inteligentnego projektu? A to, że wiemy, iż projektanci mogą budować niesamowite rzeczy, takie jak na przykład samoloty Learjet. I tak, kiedy widzimy motyla, który jest dużo wspanialszy niż Learjet, dokonujemy ekstrapolacji – moim zdaniem rozsądnej – tego, co charakteryzuje projektantów i procesy projektowania, które znamy, na przyrodę ożywioną. Nie widzę jednakże żadnego sposobu na rozsądną ekstrapolację kondensacji, samoorganizacji lub procesów konwekcyjnych na motyle.

 

Alternatywne podejścia do wyspecyfikowanej złożoności

JB: Książka pod redakcją Davida L. Abla, The First Gene6 [Pierwszy gen] bierze na cel teorie samoorganizacji, o których przed chwilą wspominaliśmy. Przekonani jesteśmy, że publikacja ta może stać się przełomowym wydarzeniem. Czytałeś ją już? Widzisz jakieś związki między waszymi podejściami?

 

BD: Zapoznałem się z nią. Znam też niektóre wcześniejsze prace Abla, na których opiera się ta książka. I mimo że nie przeczytałem dokładnie ponad pięciuset stron tej pracy, to myślę, że mam całkiem dobre pojęcie o jej treści. Nie podzielam Twojego entuzjazmu na jej temat. Co nie znaczy, że odrzucam przedstawiony w niej punkt widzenia czy argumenty w niej zawarte. Po prostu nie widzę tam niczego szczególnie oryginalnego, jeśli chodzi o fundamentalne kwestie teoretyczne. Nie sądzę też, że przedstawia najmocniejszy, informacyjno-teoretyczny argument na rzecz rzeczywistej teleologii w przyrodzie.

Znam Abla od 1998 roku. Kierował wtedy Gene Emergence Project, w ramach którego przyznawano wielomilionową nagrodę Origin of Life Prize pierwszej osobie, która przedstawiłaby przekonujący argument na rzecz tego, jak w sposób naturalistyczny wytłumaczyć powstanie życia. Abel przyjął tę taktykę ze względów strategicznych. Uważał, że darwinowski naturalizm można pokonać łatwiej i rozsądniej nie przez uzasadnienie hipotezy projektu, ale przez przedstawienie powtarzających się niepowodzeń wytłumaczenia pochodzenia życia za pomocą procesów naturalistycznych. W tamtym czasie tak naprawdę nie chciał mieć nic wspólnego ani ze mną, ani z moimi współpracownikami, ponieważ pragnął zachować swoją wiarygodność w oczach społeczności naukowej.

W każdym razie zgadzam się z nim całkowicie co do tego, że scenariusze samoorganizacyjne, jak się je zwykle określa, wykluczając realną teleologię, nie działają. Ale jego ulubiona idea, za pomocą której bada takie scenariusze i dostarcza argumentów na rzecz teleologii – czyli coś, co nazywa on „informacją preskryptywną” – wydaje mi się nazbyt rozmyta i niemierzalna, by nadawała się na porządne narzędzie badawcze.

Tak naprawdę jeśli dałoby się doprecyzować to pojęcie (czego Abel nigdzie w swojej książce nie zrobił), to wydaje się, że byłoby ono szczególnym przypadkiem mojego pojęcia wyspecyfikowanej złożoności. Wyspecyfikowana złożoność – lub (jak ją również nazwałem) „złożona wyspecyfikowana informacja”, a zwłaszcza jej ostatnie wcielenie w postaci „aktywnej informacji” – wydaje mi się lepszym narzędziem do zrealizowania tego, co chce Abel.

Niech jednak czytelnicy zdecydują sami. Po przeczytaniu jego książki niech przejrzą moje publikacje na stronie Evolutionary Informatics Lab.

 

Pojęcie informacji

JB: Z Twojej ostatniej wypowiedzi wynika jasno, że do kluczowych pojęć, którymi posługujesz się w badaniach inteligentnego projektu, należy „informacja”. Wydaje się, że informacja, ściśle rzecz ujmując, jest zawsze informacją dla jakiegoś podmiotu. Oznacza to, że nie ma czegoś takiego, jak abstrakcyjna informacja, niezwiązana z jakimś podmiotem lub inteligencją, dla których informacje są sensowne. Oderwana od jej znaczenia dla podmiotu tak zwana „informacja” powinna być raczej określana jako „struktura” czy „wzorzec” lub coś w tym rodzaju. Biorąc pod uwagę powyższe zastrzeżenie, sposób, w jaki w literaturze teorii inteligentnego projektu wykorzystuje się pojęcie informacji, wydaje się wątpliwy, a przynajmniej w odniesieniu do jej pozytywnego twierdzenia − tezy o zewnętrznym projekcie. Oznacza to, że wnioskowanie do zewnętrznego projektanta wydaje się zależeć od uznania przesłanki dotyczącej informacji, która milcząco zakłada istnienie inteligencji zewnętrznej w stosunku do całej żywej materii. Jak to skomentujesz?

 

BD: Obawiam się, że nie zgadzam się z Twoją pierwszą przesłanką. Ilekroć w dyskusji o inteligentnym projekcie przedstawiam zasadnicze rozumienie pojęcia informacji, to wyjaśniam, że informacja pojawia się, gdy następuje redukcja możliwości. Początkowo istnieje szereg rzeczywistych możliwości. Później jedna z tych możliwości zostaje zrealizowana. Informacja pojawia się w efekcie redukcji i realizacji.

A zatem wyodrębnienie tych możliwości i przyczynowy proces zaangażowany w ich realizację nie wymagają żadnej zewnętrznej inteligencji. Jutro może padać albo może nie padać. Obydwa stany rzeczy są rzeczywistymi możliwościami. Zaś fakt, że tym właśnie są, nie zależy od mojej ani od żadnej innej zewnętrznej inteligencji, która przeprowadzałaby rozróżnienie między deszczem a brakiem deszczu. Co więcej, procesy przyczynowe odpowiedzialne za padanie nie pociągają za sobą żadnej zewnętrznej inteligencji (a przynajmniej nie w sposób oczywisty, chociaż można utrzymywać, że jeśli Bóg stworzył świat i opatrznościowo nim kieruje, to inteligencja jest zaangażowana nawet w padający deszcz).

Przyroda może więc wytwarzać informacje, a robiąc to, nie potrzebuje jakiegokolwiek zewnętrznego projektanta. Nie zmienia to jednak faktu, że zewnętrzni projektanci mogą również wytwarzać informacje – tak jak teraz robię to ja, podając swoją odpowiedź na Twoje pytanie. To zbieżność między informacją wytwarzaną przez przyrodę i informacją wytwarzaną przez projektantów sprawia, że wnioskowanie o projekcie działa.

Przykładem takiej zbieżności jest wić bakteryjna. Wydaje się być wytworem samej przyrody. A jednak ludzcy projektanci, bez wiedzy o takich systemach, również wytworzyli dwukierunkowe śmigła napędzane silnikiem. Zbieżność ta wymaga wyjaśnienia przede wszystkim dlatego, że stoi za nią cały aparat pojęciowy, który rozwijam. Sedno odpowiedzi na Twoje pytanie sprowadza się do tezy, w myśl której właściwie zinterpretowana informacja jest takim pojęciem, które dla swojego funkcjonowania nie musi zakładać ani istnienia podmiotu, ani takiej semantyki, jaką sugerujesz. Nie popełniam zatem błędu petitio principii.

 

JB: Jest wielu fizyków – z których chyba najbardziej znany to John Archibald Wheeler – którzy traktują informację jako pojęcie początkowe, co oznacza, że byt, do którego odnosi się ten termin, jest ontologicznie równorzędny z materią i energią albo z cząstkami i polami lub z czymkolwiek innym, co uznaje się za absolutnie podstawowy budulec Wszechświata. Czy zgadzasz się z tym? Jeśli tak, co myślisz o towarzystwie, w którym się znalazłeś? A jeśli nie, to jak, w zwięzły sposób, opisałbyś informację?

 

BD: Pamiętam, jak w biografii Wheelera czytałem, że w jego poglądach można wyróżnić fazę cząsteczkową (kiedy uznawał, że wszystko jest cząstkami), następnie fazę pól (gdy utrzymywał, że wszystko jest polem), a potem fazę informacyjną (kiedy twierdził, że wszystko jest informacją). Keith Devlin z Uniwersytetu Stanforda również stwierdził coś podobnego kilkadziesiąt lat temu, mówiąc, że informacja może być bytem podstawowym, ale później wycofał się z tego.

Zgodziłbym się, że informacja jest bytem podstawowym i z przyjemnością zaliczam się do tego grona. W dzisiejszych czasach zapewne łatwiej przyjąć taki pogląd niż kiedyś. Żyjemy w erze informacji, które nas zewsząd zalewają. Co więcej, wiemy, że informacje ulegają licznym transformacjom i są reprezentowane na różne sposoby.

Kiedy wysyłasz maila, twoje palce piszą na klawiaturze, tworząc tekst zakodowany w ASCII, UTF-8 lub w jakiś jeszcze inny sposób. Jest on następnie przekształcany w inny ciąg symboli, dzięki czemu można go przekazywać przez Internet, unikając błędów (za pomocą kodów korygujących błędy). Następnie informacje te muszą zostać odtworzone przez odbiorcę.

Takie same procesy zachodzą w życiu. Informacje są przekazywane z DNA do RNA, a następnie do sekwencji aminokwasów. Nie chodzi tylko o to, że odnajdujemy tu ułożone sekwencyjnie elementy alfanumeryczne, ale także o to, że widzimy transformacje z jednej takiej sekwencji na drugą. Istnienie czegoś takiego jak KOD genetyczny wcale nas już dziś nie dziwi, choć tak naprawdę powinno.

Aby coś zakodować, należy wziąć ciąg znaków w jednej formie i przekształcić go w inny ciąg znaków, tak że może okazać się przydatny w sposób, w jaki nie był przed transformacją. Alan Turing, Claude Shannon i inni opracowywali matematykę takich kodów i rozwijali ją w latach czterdziestych XX wieku. Niedługo później, w latach pięćdziesiątych, stwierdziliśmy, że takie kody znajdują się we wszystkich naszych komórkach. To jest niezwykłe.

Myślę, że zaledwie dotknęliśmy problemu obecności informacji w przyrodzie. Mam na półce ogromną, jednotomową encyklopedię fizyki wydaną w roku 1992. Słowo „informacja” nie pojawia się tam ani wśród głównych haseł, ani w obszernym indeksie. Niedługo później pojęcie to zaczyna być ważne. Przewiduję, że w nadchodzących latach informacja będzie odgrywała coraz większą rolę w naukach przyrodniczych.

William A. Dembski, James Barham

— Koniec części piątej —

 

Oryginał: Bill Dembski Interview, billdembski.com, August 6, 2019 [dostęp 14 VII 2021].

 

Przekład z języka angielskiego: Krystian Brzeski

Ostatnia aktualizacja strony: 12.08.2021

Przypisy

  1. R. Dawkins, Ślepy zegarmistrz, s. 21.
  2. Por. W.A. Dembski, J. Wells, The Design of Life: Discovering Signs of Intelligence in Biological Systems, Foundation for Thought and Ethics, Texas 2007.
  3. Por. W.A. Dembski, R.J. Marks II, Life’s Conservation Law: Why Darwinian Evolution Cannot Create Biological Information [dostęp 26 VII 2021].
  4. Por. M. Behe, Czarna skrzynka Darwina. Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu, tłum. D. Sagan, En Arche, Warszawa 2020.
  5. Por. J.A. Shapiro, Evolution: A View from the 21st Century, FT Press, Upper Saddle River 2011.
  6. Por. The First Gene: The Birth of Programming, Messaging and Formal Control, ed. D.L. Abel, LongView Press 2011.

Literatura:

Dodaj komentarz