Fałszywy mesjasz. Dodatek o Darwinie i teizmieCzas czytania: 14 min

Neil Thomas

2026-02-25
Fałszywy mesjasz. Dodatek o Darwinie i teizmie<span class="wtr-time-wrap after-title">Czas czytania: <span class="wtr-time-number">14</span> min </span>

Poniższy tekst stanowi niewielki dodatek do mojej nowej książki zatytułowanej False Messiah1 [Fałszywy mesjasz]. Powstał on dlatego, ponieważ niektórym z czytelników mogło się wydać, że zamieszczone na ostatniej stronie krótkie zakończenie wymaga bardziej szczegółowego wyjaśnienia, aby uczynić przejrzystszym moje stanowisko w kwestii religijnych konsekwencji sprzeciwu wobec darwinizmu.

Pozwolę sobie rozpocząć od przypomnienia żartu przytoczonego w jednym z filmów Woody’ego Allena2. Obok wielu innych błyskotliwych dygresji zauważył on, że ludzi zwykle bardziej frasuje bolący łokieć niż fakt, iż nasza planeta, bezustannie kręcąc się w kółko, pędzi z prędkością przekraczającą 40 000 mil na godzinę poprzez martwy skądinąd Wszechświat. Na pierwszy rzut oka jest to całkiem dobry żart, po pierwszym wybuchu śmiechu zaczęło do mnie jednakże docierać, że w rzeczywistości komentarz ten w żaden sposób nie odzwierciedla żadnej głębszej prawdy o tym, co nas frasuje, a co – nie. Jest wręcz przeciwnie, nas (wszystkich) – bardzo mocno – obchodzi, jak wyjątkowa jest nasza przyjazna życiu planeta otoczona przez nieskończony, jałowy chaos. Każda istota rozumna pewnie zastanawia się: jaki jest nasz ostateczny los na tle owego dosłownie niezmierzonego i otaczającego nas ze wszystkich stron grobowego królestwa?

 

Oświeceniowa nadzieja na stworzenie teorii wszystkiego

Odpowiedzi na to pytanie, historycznie rzecz biorąc, doszukiwano się zazwyczaj w religii. Jednakże po okresie oświecenia coraz częściej poszukiwano jej za pomocą metody naukowej. Z tego też powodu teoria Darwina, pomimo swych rażących wad, stopniowo zawładnęła tak wieloma sercami i umysłami. Nawet sprzymierzeniec Darwina, Thomas Huxley, mający ogromne wątpliwości co do zakresu działania „doboru naturalnego”, gotów był obejść się z Darwinem łagodnie, ponieważ teoria tego ostatniego zgadzała się ze świeckim duchem epoki, który Huxley pragnął promować. O dziwo, prawda wydawała się odgrywać dla Huxleya poślednią rolę.

Teoria doboru naturalnego ewidentnie nie była (i nie jest) możliwa do empirycznego potwierdzenia. Niektórym ludziom swoisty wewnętrzny rachunek pozwolił jednak dojść do wniosku, że być może warto przymknąć oko na wszelkie poczucie dysonansu poznawczego, jeżeli tylko będą oni w stanie stwierdzić (czy choćby udawać), że znaleźli odpowiedź w nauce. Jakkolwiek fatalne są poglądy związane z darwinizmem, oferują przynajmniej całkiem przyzwoity naukowy liść figowy oraz (postulowane) ogólne wyjaśnienie, skrywające jednakże ogromny obszar ignorancji, z którym współcześni ludzie zdają się znacznie gorzej sobie radzić niż ich o wiele bardziej filozoficzni przodkowie3. Darwinizm doskonale wkomponował się w stulecie (rzekomej) wszechwiedzy.

 

Nowy kontekst krytyczny

W obecnych czasach opisane przeze mnie powyżej umysłowe usposobienie może w największej mierze odnosić się do okresu od roku 1942 (początek nowej syntezy ewolucyjnej) do 1975 (rok poprzedzający publikację Samolubnego genu4 Richarda Dawkinsa w 1976). Nieudana próba wykorzystania przez Dawkinsa teorii Darwina na użytek wojującego ateizmu w połączeniu z ogromem odkryć naukowych na przestrzeni ostatnich 50 lat, które okazały się niezgodne z tezą Dawkinsa5, wymusiły ponowną, gruntowną analizę teorii ewolucji. Ów nowy kontekst krytyczny z całą pewnością utrudnia zadanie wszystkim, którzy pragną wykorzystać darwinizm jako swego rodzaju kognitywne wsparcie ich materialistycznego światopoglądu. W mojej książce podsumowałem nowy sposób myślenia, będący ewidentnym następstwem dostrzeżonych niedawno nieścisłości paradygmatu darwinowskiego:

To ironia, że poddany bezkompromisowej i racjonalistycznej krytyce darwinizm okazuje się do tego stopnia nieprzekonujący, że popycha takiego jak ja (historycznego) sekularystę w kierunku teistycznie nacechowanych rozmyślań nad ostatecznymi realiami życia6.

Spróbuję rozwinąć tę myśl, rozpatrując ją w odniesieniu do innych współczesnych pisarzy, których poglądy są podobne do moich. Zacytowane powyżej zdanie przypomina, lecz nie jest (z powodów, które omówię później) całkowicie identyczne z myślą wyrażoną około piętnastu lat temu w prowokacyjnie zatytułowanej książce Richarda Barnsa The Dawkins Proof for the Existence of God7 [Dowód Dawkinsa na istnienie Boga]. Niemniej krótkie przypomnienie tej publikacji, w połączeniu z kilkoma innymi przykładami, powinno pozwolić stworzyć użyteczny wstęp do bardziej precyzyjnego wyjaśnienia mojego stanowiska.

 

„Dowód Dawkinsa na istnienie Boga”

Fundamentalną tezą Barnsa jest to, że Dawkins (nie będąc tego świadom) argumentował w sposób, który był sprzeczny z ateizmem i jednocześnie całkowicie zgodny z chrześcijańskim teizmem. Według Barnsa, Dawkins myślał i działał, jak gdyby gdzieś w pewien sposób istniały standardy normatywne, których ludzie powinni przestrzegać (w terminologii filozoficznej: chodzi o to, co powinno być, a nie tylko o to, co jest)8. Inaczej mówiąc, nie jesteśmy jedynie poruszającą się materią, gdyż twierdzenie, że istnieć może wyłącznie materia, nie pozwalałoby uzasadnić istnienia niczego niematerialnego, takiego jak pamięć, altruizm czy sumienie. „Nawet Richard Dawkins żyje tak, jakby Bóg istniał” – oświadcza Barns, dodając prowokacyjnie:

Za każdym razem, gdy słyszysz, jak Dawkins mówi o dobru i złu w sposób sugerujący, że słowa te rzeczywiście coś znaczą, powinno wyraźnie dotrzeć do ciebie, iż to tak samo jak gdyby ogłosił całemu światu: „Przeczę samemu sobie”9.

 

Myślenie w kategoriach teorii wszystkiego

Podobnie jak wcześniej Darwin (który, wyjaśniając działający bez żadnego namysłu dobór naturalny, notorycznie odwoływał się do porównania z inteligentnymi hodowcami!) także Dawkins doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ewolucja nie może mieć żadnego z góry obranego celu.  Mimo to Dawkins, zabiegając o akceptację prezentowanych przez siebie poglądów, posiłkował się podobnymi do darwinowskich obrazami (takimi jak oczywista sztuczka retoryczna wykorzystana w zwrocie „wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa”10. Zdaniem Barnsa tego typu barokowe objaśnienia spowodowały, że Dawkins strzelił sobie w kolano. Tym, co autor książki Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa tak naprawdę prezentował, było zaledwie zawoalowane sformułowanie teistycznej ewolucji. Czy można wszakże „przypadkowo” wspiąć się na wzgórze (nawet pokonując drogę etapami) bez woli i determinacji pozwalającej oprzeć się choćby niewielkiej sile grawitacji?

Ale nie tylko Barns w ostatnich czasach krytykował Dawkinsa. W ważnej książce The Kingdom of Speech11 [Królestwo mowy] Tom Wolfe skupił się na odwiecznym zagadnieniu pochodzenia mowy ludzkiej. Zagadka ta frapuje ludzkość przynajmniej od czasów Johanna Gottfrieda Herdera (a zatem od XVIII wieku). I jak z pewną dozą humoru12 zauważył Wolfe, źródła zdolności językowych pozostają dziś równie tajemnicze, jak w 1772 roku, kiedy Herder napisał dzieło Über den Ursprung der Sprache13 [O pochodzeniu języka]. Wolfe stwierdził, że ani Herder, ani później Darwin nie potrafili znaleźć najmniejszych empirycznych danych potwierdzających, iż ludzka mowa wyewoluowała od zwierząt. Było to irytujące w szczególności dla Darwina, jako że całe jego życie stanowiło zasadniczo pogoń za tajemnicą stworzenia lub też, jak w nieco bardziej sarkastycznym tonie ujął to Wolfe:

Darwin, nie zdając sobie z tego sprawy, wpadł w pułapkę kosmogonii, wewnętrznego przymusu, by odkryć wiecznie nieosiągalną teorię wszystkiego – ideę czy też narrację, która ujawnia, że wszystko pasuje do jednego wyraźnie rysującego się wzorca […]. Podobnie jak każda kosmogonia i ta stworzona przez Darwina była poważną i szczerą opowieścią mającą na celu zaspokojenie nieskończonej ludzkiej ciekawości dotyczącej własnego pochodzenia i tego, dlaczego tak bardzo człowiek różni się od otaczających go zwierząt. Wciąż jednak była to tylko opowieść, a nie empirycznie ugruntowana narracja. Krótko mówiąc: była to forma literatury, która chociaż szczera, nadal pozostawała tylko literaturą14.

W rzeczywistości związek morfologiczny między małpą człekokształtną a człowiekiem jest znacznie mniej oczywisty, niż mogłoby się wydawać, co widać na przykładzie różnych kompetencji językowych małp człekokształtnych i ludzi. Wyjaśnienie, które Darwin przedstawił później w pracy O pochodzeniu człowieka, było czystą improwizacją – na przykład gdy zastanawiał się, w jaki sposób ludzie uzyskali wysoki stopień inteligencji i umiejętności wysławiania się:

Władze te [umysłowe] u któregoś z protoplastów rodzaju ludzkiego musiały być znacznie bardziej rozwinięte aniżeli u jakiejkolwiek dziś istniejącej małpy, i to nawet wtedy, gdy jeszcze mowa najprostszych kształtów nie weszła w użycie. Możemy więc śmiało przypuszczać, że ustawiczne używanie i rozwój mowy oddziaływały na umysł w ten sposób, iż przyzwyczajały go do opracowywania długich szeregów myśli15.

Był to, rzecz jasna, argument w pełni lamarkowski, do którego Darwin – jak się wydaje – w późniejszym okresie życia uciekał się z desperacji i poczucia faute de mieux, czyli braku lepszego wyjaśnienia16.

Przechodząc do czasów współczesnych, Wolfe stwierdził, że czołowy lingwista XX wieku17 Noam Chomsky, który przez dziesięciolecia przekonany był, iż rozwiązał problem języka, postulując istnienie umiejscowionego w mózgu „organu” mowy, musiał ostatecznie poddać się i przyznać do porażki. Wolfe stwierdził z nutą ironii, że jeśli Chomsky, który nigdy nie akceptował idei rozwoju języka w wyniku następujących po sobie ewolucyjnych adaptacji, ostatecznie odwoływał swoją teorię „organu” odpowiedzialnego za przyswajanie języka, pociągało to nieuchronnie za sobą poważne implikacje teistyczne:

Chomsky dał jasno do zrozumienia, że wynosi językoznawstwo na wyżyny platońskich […] transcendentnych, wiecznych uniwersaliów […]. Przenosił on obszar [badań] na Olimp18.

Mówiąc wprost, Wolfe/Chomsky niemal przyznali, że język może być „darem Boga”, co – mając na uwadze znane już twierdzenie Richarda Lewontina – można logicznie zinterpretować jako herezję „przekraczającej próg nauki Boskiej stopy”19.

 

Ach, biedny Darwin. (Myślałem, że) znam go dobrze

Fakt, że technokrata Barns oraz późny Tom Wolfe wypowiadają się w tym samym duchu, jest znamiennym zwiastunem nadchodzących zmian: że wpływ darwinizmu na wykształcone umysły zaczyna słabnąć. W szczególności przykład Wolfe’a ukazuje rosnący powoli rozłam pomiędzy badaczami z dziedziny tradycyjnie pojmowanej biologii a przedstawicielami inteligencji w szerszym znaczeniu. Usiłowania orędowników ateizmu, by stłamsić niezależny sposób myślenia, najwyraźniej zdają się przynosić odwrotny skutek. Na początku tego wieku byliśmy świadkami jeszcze jednego potwierdzającego ten trend przykładu, kiedy nieżyjący już Antony Flew, niegdyś prezes Brytyjskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, odszedł od swego wcześniejszego materialistycznego światopoglądu. Pomimo że nie opowiedział się za żadnym konkretnym wyznaniem religijnym, doszedł na gruncie filozoficznym do wniosku, że Wszechświat został stworzony20. Niezaprzeczalnie był to jeden z najbardziej znamiennych diametralnych zwrotów, jakie mogliśmy obserwować od czasów Alfreda Russela Wallace`a (a konkretnie od drugiej połowy lat sześćdziesiątych XIX wieku). Wyborną ironią „nawrócenia” Flewa było to, że niegdysiejszy prezes Brytyjskiego Stowarzyszenia Racjonalistów przez ostatnie lata określał zmianę swego stanowiska intelektualnego jako „pielgrzymkę rozumu”.

Moje własne zdanie jest do pewnego stopnia bliższe poglądom Flewa niż Barnsa, a to dlatego że Barns wykorzystuje dowód obalający darwinizm jako potwierdzenie wyłącznie judeochrześcijańskiego objawienia21. Mimo że skłaniam się ku tej interpretacji, moje własne tendencje (uwzględniając zastrzeżenia Wolfe’a wobec kosmogonii) mają bardziej charakter ekumeniczny i skłaniają się ku stanowisku zajmowanemu niegdyś przez sławnego poetę Johna Keatsa, który nie darząc nadmiernym szacunkiem tradycyjnych dogmatów i obrządków, postanowił znaleźć własną drogę duchową.

Keats znany jest ze swojej gnomicznej frazy „powściągliwość poznawcza” [negative capability], definiowanej jako „zdolność zagłębienia się w niepewność, tajemnice, wątpliwości bez jakiejkolwiek przepełnionej irytacją potrzeby poszukiwania faktów czy powodów”22. Badacz poglądów Keatsa, Robert Ryan, zwrócił uwagę, że Keats „generalnie kultywował pewien rodzaj intelektualnej skromności powstrzymujący go od deklarowania pewności tam, gdzie pewność nie była zasadniczo osiągalna”23 (co oczywiście dotyczyło sfery religijnej, w obrębie której podążał charakterystyczną via negativa). Keats wyrażał swój sprzeciw wobec stanowiska współczesnych mu poetów, Coleridge’a i Wordswortha, twierdząc, że nazbyt łatwo mogli oni popaść w ton bezpodstawnej pewności, a nawet moralizatorstwa.

Podczas gdy dawno przyjęte, ugruntowane światopoglądy religijne mogą nie stanowić już dominującej formy pozwalającej pojąć tajemnice życia i jego początków, niegdysiejszy głos Keatsa z całą pewnością coraz donośniej rozbrzmiewa w naszym przepełnionym wątpliwościami XXI wieku. Ja z zadowoleniem przyjmuję jego otwartość na pytania i zdumienie.

Neil Thomas

 

Oryginał: False Messiah: An Addendum on Darwin and Theism, „Science & Culture Today” 2025, October 22 [dostęp: 24 II 2026].

Przekład z języka angielskiego: Anna Wójcik, Jacek Uglik.

 

Źródło zdjęcia: Wikipedia

Ostatnia aktualizacja strony: 25.02.2025

Przypisy

  1. N. Thomas, False Messiah: Darwinism as the God that Failed, Discovery Institute Press, Seattle 2025.
  2. Thomas nawiązuje tu najprawdopodobniej do filmu Woody`ego Allena Życie i cała reszta z 2003 roku (przyp. tłum.).
  3. Nie trzeba dodawać, że zatwardziałym ateistom darwinizm służył jako pewnego rodzaju świecki krucyfiks pozwalający zatrzymać wszelkie ataki chrześcijaństwa!
  4. Por. R. Dawkins, Samolubny gen, tłum. M. Skoneczny, „Na Ścieżkach Nauki”, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996 (przyp. tłum.).
  5. False Messiah przedstawiłem pokrótce owe częstokroć zdumiewające i dezorientujące świadectwa naukowe (por. N. Thomas, False Messiah, s. 67–76, 169–180).
  6. Tamże, s. 180.
  7. R. Barns, The Dawkins Proof for the Existence of God, Lulu, New York 2010.
  8. Thomas wyraźnie nawiązuje w tym miejscu do gilotyny Hume’a, w ramach której angielski myśliciel nowożytny przekonywał, że błędem jest wyprowadzanie tezy normatywnej z tezy opisowej (przyp. tłum.).
  9. R. Barns, The Dawkins Proof, s. 13.
  10. Fraza ta stanowi nawiązanie do książki: R. Dawkins, Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa, tłum. M. Pawlicka-Yamazaki, „Na Ścieżkach Nauki”, Prószyński i S-ka, Warszawa 1998 (przyp. tłum.).
  11. T. Wolfe, The Kingdom of Speech, Jonathan Cape, London 2016.
  12. Czołowy lingwista XXI wieku, Noam Chomsky, nigdy nie poparł idei języka jako ewolucyjnej „adaptacji”, a w późniejszych latach porzucił nawet własną teorię mówiącą, że w mózgu znajduje się „organ” mowy. W ostatnim okresie życia Chomsky wycofał się na pozycję stoickiego zdumienia w obliczu tego, co niepojęte. Por. tamże, s. 3–6.
  13. J.G. Herder, Über den Ursprung der Sprache, Akademie Verlag, Berlin 1959.
  14. T. Wolfe, The Kingdom of Speech, s. 20, 27–28.
  15. K. Darwin, O pochodzeniu człowieka, tłum. M. Ilecki, Biblioteka Dzieł Naukowych, Warszawa 1936, s. 105.
  16. Na temat intrygującego powrotu Darwina do niegdyś piętnowanego lamarkizmu por. N. Thomas, False Messiah, s. 38–43.
  17. W przypisie 12 niniejszego przekładu Wolfe odnosi się do XXI wieku. Chomskiego można pewnie określać i tak, i tak (przyp. tłum.).
  18. T. Wolfe, The Kingdom of Speech, s. 89.
  19. Por. C. Luskin, Pamięci Richarda Lewontina – zasłużonego biologa ewolucyjnego, który potrafił spojrzeć krytycznym okiem na swoją dziedzinę, tłum. M. Górski, „W Poszukiwaniu Projektu” 2022, 7 stycznia [dostęp: 3 XII 2025].
  20. Por. A. Flew, There Is a God: How the World’s Most Notorious Atheist Changed His Mind, HarperOne, New York 2007.
  21. „Chrześcijaństwo nie opiera się na szeregu wypływających z centralnej zasady wniosków; jest ono raczej owocem życia i nauki Jezusa Chrystusa oraz opisanego w Biblii objawienia” (R. Barns, The Dawkins Proof, s. 111).
  22. R.M. Ryan, Keats: The Religious Sense, Princeton University Press, Princeton 1976, s. 65. Keats używał zwrotu „ujemna” jako do pewnego stopnia idiolektu oznaczającego sprzeciw wobec dziewiętnastowiecznego pozytywizmu w stylu Comte`a.
  23. Tamże, s. 141–142.

Literatura:

1. Barns R., The Dawkins Proof for the existence of God, Lulu, New York 2010.

2. Darwin K., O pochodzeniu człowieka, tłum. M. Ilecki, Biblioteka Dzieł Naukowych, Warszawa 1936.

3. Dawkins R., Samolubny gen, tłum. M. Skoneczny, „Na Ścieżkach Nauki”, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996.

4. Dawkins R., Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa, tłum. M. Pawlicka-Yamazaki, „Na Ścieżkach Nauki”, Prószyński i S-ka, Warszawa 1998.

5. Flew A., There Is a God: How the World’s Most Notorious Atheist Changed His Mind, HarperOne, New York 2007.

6. Herder J.G., Über den Ursprung der Sprache, Akademie Verlag, Berlin 1959.

7. Luskin C., Pamięci Richarda Lewontina – zasłużonego biologa ewolucyjnego, który potrafił spojrzeć krytycznym okiem na swoją dziedzinę, tłum. M. Górski, „W Poszukiwaniu Projektu” 2022, 7 stycznia [dostęp: 3 XII 2025].

8. Ryan R.M., Keats: The Religious Sense, Princeton University Press, Princeton 1976.

9. Thomas N., False Messiah: Darwinism as the God that Failed, Discovery Institute Press, Seattle 2025.

10. Wolfe T., The Kingdom of Speech, Jonathan Cape, London 2016.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *