Teoria inteligentnego projektu: projekt, ale czyj?

Andrzej Zabołotny

Teoria inteligentnego projektu: projekt, ale czyj?

W miarę postępów technologicznych biolodzy zdobywali coraz precyzyjniejsze informacje o budowie i działaniu zarówno bakterii, jak i komórek bardziej złożonych organizmów. W badaniach tych czekało ich wiele niespodzianek. Jedną z nich była budowa „układu napędowego” żyjącej w naszych jelitach bakterii E. coli. Układ ten składa się z wici oraz poruszającego ją silniczka, do złudzenia przypominającego inżynierskie konstrukcje. Silniczek zbudowany jest z kilkudziesięciu złożonych części białkowych, odpowiednio połączonych w funkcjonalną całość. Większość tych części tworzy „nieredukowalną złożoność” – usunięcie choćby jednej sprawia zanik funkcji: wić przestaje działać. Te cechy spowodowały, że nasza bakteria znalazła się w centrum kontrowersji: czy tego rodzaju struktury mogły powstać dzięki mechanizmom ewolucji, czy musiały zostać zaprojektowane dla pełnienia swojej roli? Nie będziemy omawiać tutaj zaskakujących szczegółów budowy silniczka wici, gdyż taki opis jest łatwo dostępny w wielu opracowaniach zarówno zwolenników, jak i przeciwników dostrzegania w nim cech projektu. Do E. coli natomiast jeszcze wrócimy, gdy przyjrzymy się bliżej temu, czym jest projekt.

Najpierw mamy wyobrażenie przyszłego zamierzonego stanu albo zapis tego wyobrażenia, jego schemat. W tym sensie projekt wymaga istnienia projektanta, który potrafi sięgnąć myślą w przyszłość i wie, co chce osiągnąć.

Choć niektóre ze wspaniałych zamierzeń pozostają jedynie w fazie wyobrażeń, sporo jest zrealizowanych. Wymaga to wielu selektywnych skoordynowanych działań, nakierowanych na osiągnięcie zaplanowanego efektu. Selektywność polega na wyborze właściwych materiałów, wytworzeniu z nich części o pożądanym kształcie, w należytej ilości i wielkości, posłużeniu się stosownymi narzędziami, umieszczeniu elementów w odpowiednim miejscu i w odpowiedniej sekwencji czasowej, odpowiednim połączeniu itd. Przy tych wszystkich działaniach korzyść, czyli zamierzona funkcja, w pełni osiągana jest dopiero po zrealizowaniu całości projektu.

I wreszcie na koniec mamy projekt zrealizowany, gotowy produkt: zamierzony stan, odpowiednią strukturę, właściwe dzieło: rzeźbę artysty, maszynę inżyniera, mieszkanie po remoncie. Tam, gdzie możemy w całości obserwować ten proces – czyli w działaniach ludzkich – widzimy, że poszczególne etapy mogą być realizowane przez różne osoby. Ktoś stworzy projekt, ktoś inny go zrealizuje, a jeszcze inny może posiadać czy wykorzystywać efekt projektu, jego funkcję.

Czasem możemy obserwować tylko w końcowy efekt: zrealizowany projekt, gotową strukturę. Czy możemy wtedy wykryć projekt, czyli stwierdzić, że miały miejsce wcześniejsze dwa kroki i jak one przebiegały? Pytanie to stawia sobie wiele dziedzin naukowych: archeologia, kryminalistyka, tzw. inżynieria odwrotna… Kwestię istnienia projektu często rozpatrujemy w codziennym życiu w relacjach międzyludzkich: czy ktoś zrobił coś wobec mnie celowo, czy stało się to przypadkiem?

Możliwość celowego działania człowieka jest naszym oczywistym doświadczeniem (choć niektóre współczesne redukcyjne koncepcje filozofii umysłu nawet to negują, nazywając „psychologią ludową” – ale pomińmy ten wątek). Czy jednak możemy wnosić o projekcie tam, gdzie z pewnością nie mógł być on dziełem człowieka? Na przykład badając określone struktury organizmów żywych – choćby takie, jak silniczek wici bakterii E. coli? Czy mechanizm ten musiał zostać zaprojektowany, a jeśli tak, to czyj jest to projekt?

Alternatywą dla projektu byłoby niecelowe działanie bezpośrednich przyczyn sprawczych, działających według odkrywanych przez naukę praw przyrody. Współczesne nauki przyrodnicze, odrzucając wyjaśnienia teleologiczne (celowościowe), zdają się dopuszczać tylko taką możliwość. W biologii wyrażeniem takiego podejścia jest neodarwinowska teoria ewolucji, uzupełniona naturalistycznymi koncepcjami powstania życia z materii nieożywionej. Jednak dobór naturalny promuje tylko zmiany korzystne dla danego organizmu, w przypadku zaś omawianej przez nas wici korzyść pojawia się dopiero na końcu, gdy pozwala ona bakterii na przemieszczanie się. Powołanie się na to, że część struktury silniczka mogła pełnić inną funkcję, nic praktycznie nie daje – dyskusję na ten temat też można śledzić w dostępnej literaturze.

Załóżmy więc, że mamy tutaj do czynienia z zaprojektowaną strukturą. Ale – czyj to jest projekt? Koncepcja tzw. inteligentnego projektu (ID – Intelligent Design) ogranicza się do stwierdzenia faktu istnienia projektu, ponieważ na gruncie nauki nie da się nic więcej zrobić  ‒ wszelkie wnioski na temat tożsamości projektanta leżą w zakresie metafizycznych, ewentualnie teologicznych konsekwencji tejże koncepcji. Zobaczmy jednak, do czego dojdziemy, wychodząc poza zakres ID. W tym celu powróćmy do zarysowanych na początku trzech aspektów projektu, czyli zamysłu, realizacji i korzystania z uzyskanej funkcji.

Nasza bakteria E. coli jest posiadaczem i beneficjentem wici i jej silniczka. Dzięki temu może się poruszać, docierać do miejsc obfitujących w pokarm i unikać wszelkiego rodzaju zagrożeń.

A co z realizacją projektu – kto (choć „kto” należy tu rozumieć przenośnie) utworzył tę oto konkretną wić? Dokonała tego w procesie podziału sama bakteria (jeśli ktoś chce ująć to w bardziej redukcjonistycznym duchu: złożona struktura fizyczno-chemiczna, stanowiąca ciało bakterii), wykonując całą sekwencję koniecznych czynności. Należało bowiem:

‒ pozyskać z zewnętrznego środowiska stosowne surowce;
‒ utworzyć odpowiednie makrocząsteczki białkowe: części wici i jej silniczka;
‒ przemieścić je w konkretne miejsce ciała bakterii;
‒ złożyć je w odpowiedniej przestrzennej orientacji;
‒ na dodatek cały ten proces musi być właściwie zsynchronizowany w czasie.

Bakteria jest więc wykonawcą projektu – ale czy możemy nazwać ją projektantem? Byłby to dość szokujący wniosek… Może jest ona tylko maszyną realizującą w zdeterminowany sposób program projektanta? Podobnie jak drukarka 3D realizuje wprowadzony do niej program, tworząc zamierzony przez użytkownika przedmiot? Drukarka potrafi odczytać kształt modelu do powielenia i dzięki swojemu programowi tworzy jego kopię. Ale już nie umie wyszukać w swoim otoczeniu ani pobrać materiału do jej utworzenia: ten musi być dostarczony przez obsługującego drukarkę. Drukarka potrzebuje dostarczenia jej źródła energii, może działać tylko w ściśle uporządkowanym otoczeniu, nie potrafi się rozmnożyć.

W przypadku bakterii naturalnym kandydatem do roli takiego programu byłby jej kod DNA: to tutaj projekt w tym pierwszym sensie, czyli zamysłu i jego zakodowania, byłby umieszczony. Jest jednak z tym pewien problem. Najlepiej poznane fragmenty kodu genetycznego określają sekwencję aminokwasów dla tworzenia białek. Ale nawet w tym procesie część informacji pochodzi spoza DNA. Dodatkowo cząsteczka DNA spełnia bierną funkcję i potrzebuje działania enzymów dla pobierania z niej danych. Zdaje się to wskazywać na konieczność postulowania czynnika koordynującego tworzenie wici, niedającego się zredukować jedynie do informacji zawartej w DNA.

Gdzie więc odnaleźć i skąd pochodzi projekt w tym pierwszym znaczeniu – początkowego zamysłu? Czy od bakterii? Czy od stwórcy (Stwórcy?), praprzodka bakterii, spoza naszej części kosmosu lub spoza świata natury – od Istoty Nadprzyrodzonej? Pytania te, jak już wcześniej stwierdziliśmy, wykraczają poza zakres nauki i leżą w obszarze refleksji metafizycznych. Naukowcy odrzucający wszelkie naukowe odniesienia do celowości często nie wahają się przed wejściem w ten obszar, postulując tworzenie „naukowego światopoglądu”, według którego nasz Wszechświat jest „przyczynowo domknięty” i nie ma w nim miejsca ani dla przyczyn celowych, ani dla działania jakichkolwiek bytów spoza świata natury. Dlaczego jednak miałoby to być jedyne dopuszczalne postrzeganie prawdy o świecie?

Teoria inteligentnego projektu ogranicza się do rozstrzygania na gruncie nauki, czy badana struktura lub zjawisko wymagają odwołania do projektu dla wyjaśnienia ich powstania. Przeciwnicy ID zarzucają jej pogwałcenie naukowej metodologii. Galileusz pisał w Liście do wielkiej księżnej Krystyny Lotaryńskiej, odnosząc się do tych, którzy negowali zaobserwowane przez niego zjawiska astronomiczne:

Profesorowie ci, jak gdyby zapominając, że wielość rywalizujących ze sobą stanowisk służy poszerzaniu i umocnieniu nauki, a nie jej pomniejszaniu lub zniszczeniu, okazują się bardziej przywiązani do własnych opinii niż do prawdy1.

Czy nie jest więc korzystne dla rozwoju nauki poszerzenie jej metodologii o wyjaśnienia oparte na postulacie projektu?

 

Andrzej Zabołotny

 

Źródło zdjęcia: kjpargeter / Freepik

Ostatnia aktualizacja strony: 25.03.2020

Przypisy

  1. Galileo Galilei, List do wielkiej księżnej Krystyny Lotaryńskiej z 1615 roku, w: Galileo Galilei, Listy kopernikańskie, tłum. A. Adamski, Tarnów 2006, s. 57 [57–90].

Literatura:

  1. Galilei Galileo , List do wielkiej księżnej Krystyny Lotaryńskiej z 1615 roku, w: Galileo Galilei, Listy kopernikańskie, s. 57–90.
  2. Galilei Galileo, Listy kopernikańskie, tłum. A. Adamski, Tarnów 2006.

Dodaj komentarz